RSS
poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Bohaterem kolejnego wpisu chciałam uczynić Artura Oppmana, czyli Or-Ota, który napisał słynne "Abecadło wolnych dzieci".

Zaczęłam przeglądać jego biografię. Napisał wiele wspaniałych bajek dla dzieci, ale moją uwagę przykuła książeczka "O Jasiu Dręczycielu, Józiu Gapicielu, O Cesi Cmokosi i poparzonej Zosi." Zbiorek wierszyków, o tym, co się dzieje, gdy dzieci dręczą zwierzątka, bawią się zapałkami, wpadną do stawu itp.

  To w zasadzie wolne tłumaczenie bardzo popularnych w XIX wieku wierszyków dla dzieci niemieckiego psychiatry Heinricha Hoffmana. Hoffman w swoim zbiorku "Struwwelpeter" przestrzegał dzieci przed złym zachowaniem ukazując tragiczny finał niektórych zabaw dziecięcych. Jego książeczka cieszyła się wielkim powodzeniem wśród rodziców i doczekała się ponad 500 przekładów. W Polsce ukazała się już w XIX wieku, ale o dziwo chyba nie miała tak szerokiego oddźwięku jak w innych krajach Europy. Bibliografia międzywojenna podaje tylko 2 wydania w tłumaczeniu W. Nowakowskiego pt. "Złota różdżka: czytajcie dzieci, uczcie się, jak to niegrzecznym bywa źle. Staś Straszydło.", przy czym drugie wydanie było już w serii "Tanich książek."

Natomiast bardziej swobodna interpretacja tych wierszy w wydaniu A Oppmana spotkała się z ostrą krytyką np. pisarki Haliny Górskiej:

"Pytam więc czy nie byłoby lepiej, ażeby ów krawiec nie mogący znieść palców zajętych niewłaściwą robotą, zamiast obcinać palce niewinnej małej Cesi, obciął je autorowi piszącemu te niedorzeczności, rozstrajającemu nerwy tysięcy dzieci. I czy wicher topiący niegrzecznych chłopców, wychodzących z wziętym bez pozwolenia parasolem, nie postąpiłby dalece rozsądniej, topiąc w stawie niektórych pisarzy w chwili, gdy udają się ze swymi rękopisami do wydawcy ( za www.natkaszerbatka.pl )." 

Tzw. pruska dyscyplina nie była u nas zresztą u nas zbyt popularna,o czym pisała też w swoich książkach Maria Buyno-Arctowa, wskazując na model już bardziej nam bliski - wyrozumiałości i cierpliwości, podkreślając  zalety ciekawości i otwartości na świat w edukacji młodego człowieka.

Po drugiej wojnie model wychowania zaczął jeszcze szybciej ewoluować, aż ku swojej karykaturze - słynnemu bezstresowemu wychowaniu i nawet ku łagodzeniu zakończeń zbyt drastycznych bajek i baśni, aby nie przerażać i stresować naszej dziatwy.

Ale historia lubi być przewrotna i zaskakiwać i to dziś te dzieci i młodzież zaczytują się seriami o wampirach, adeptach czarnej magii, a w świecie popularnych sag fantazy trup ściele się gęsto. A rodzice zastanawiają się skąd u nich takie dziwne zainteresowania i dyskretnie odwracają wzrok, na co straszniejszych scenach "Harrego Pottera" lub "Władcy Pierścienia".

Ocenzurowali ich bajki i dzieciństwo ze strachu, z lęku, a oni gdy podrośli sami fundują sobie niespotykaną dotąd dawkę ciemnych, mrocznych emocji.

Dlaczego??? 

 

00:48, oldbook
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 kwietnia 2016

Oczywiście groźna i niebezpieczna dla komunistów - Kazimiera Iłłakowiczówna.

Sekretarka to chyba też niewłaściwe słowo, dziś pewnie byłaby określana rzecznikiem lub asystentką wtedy najważniejszej osoby w Polsce - Marszałka Józefa Piłsudskiego. Pisarka, studentka Oxfordu i UJ, początkowo zaangażowana feministka ale zawsze głęboko religijna, uczestniczka I wojny światowej. Po powrocie do kraju w 1947 zabroniono jej nawet zamieszkania w Warszawie i osiedlono w Poznaniu. Ta nietuzinkowa kobieta ze względu na swój przedwojenny życiorys mogła poświęcić się tylko tłumaczeniom i pracy korepetytorki. Wydawana niechętnie i sprowadzana do banalnych utworów jak np. "Portrety imion".

Na listę proskrypcyjną trafiły przede wszystkim utwory poświęcone Marszałkowi. "Ścieżka obok drogi" - cykl gawęd o Piłsudskim, "Wiersze o marszałku Piłsudskim", "Wiersze wybrane 1912-1947" ale również "Ballady bohaterskie", "Opowieść o moskiewskim męczeństwie" i "Rymy dziecięce".

Nadal trudno w antykwariatach czy na aukcjach kupić te książki. Mnie najbardziej zaintrygowały te "Rymy dziecięce" - co za niebezpieczne treści ideologiczne w sobie niosły?

Początek jest niewinny. To zwykłe wierszyki dedykowane Romikowi Morawskiemu o porach roku, rycerzach, ptaszkach i zwierzątkach.

Ale druga część jest dedykowana "Dla lalki i Krzysi Czerwijowskich". I zaczyna ją wiersz pt. "Bolszewicy":

Bolszewicy, bolszewicy

węszą, tropią na granicy:

jeden się zamierza

na polskiego żołnierza;

drugi się przybliża,

siekierą sięga krzyża;

trzeci się przechwala

nasz dom w Żyszczyńcach podpala.

A dalsze wiersze też same mówią za siebie. "Przyjazd wygnańców":

Stałyśmy, bardzo zmęczone drogą,

w całym pałacu nie było nikogo;

Lalka była senna, rozczochrana.

Mama poszła do pana Mana,

który się rozgniewał,

bo się nas nie spodziewał.

I jeszcze wstrząsający "Pogrom w Płoskirowie":

Przychodziły żydzięta w same święta.

Skarżyły się, płakały, 

że rodziców nie miały.

Pozabijali źli żołnierze, obcy zbóje

i Rufkę i Ryfkę i Sarę i Łuję

i Szlomę i Icka i dobrego Jankiela!

Nie śmie żadne iść dalej, każdy do nich strzela.

Weźmiemy małą Salcię do łóżka,

dla Małki będzie poduszka.(...)

Trzeba im dać jeść i pić, bo tak się godzi.

A zbójców Bóg zabije! i żydów biednych nagrodzi."

A dalej już na szczęście zwykłe problemy małej dziewczynki z lalką i innymi zabawkami.

I jeszcze może jeden wiersz, który kojarzy mi się chyba z Kernem:

"Czy zdrowa pani Krowa,

czy nie boli ją głowa?"

"Bardzo Krzysi i Lalce dziękuję,

nie nadto dobrze się czuję!"

Pastwisko jest nie blisko

i folwark stoi u wody za nisko.

Kiedy się kto robi stary

szkodzą mu spacer daleki i zimne opary."

A dodatkową atrakcją tego tomiku są piękne i bardzo nowoczesne jak na lata 20-te XX wieku ilustracje Zofii Stryjeńskiej.

 

 

 

18:37, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 marca 2016

Jeśli Komiks przedwojenny dla dzieci, to oczywiście musi być klasyk tego gatunku czyli Kornel Makuszyński.

Razem z ilustratorem Marianem Walentynowiczem stworzyli duet, któremu zawdzięczamy przede wszystkim popularnego i dziś Koziołka Matołka. Ale to nie wszystko. Wydali jeszcze przed wojną "Awantury i wybryki małpki Fiki-Miki" ( 3 księgi ) i cykl opowieści komiksowych inspirowanych legendami polskimi. Ukazały się 2 części : O wawelskim smoku i Wanda leży w naszej ziemi w 1938 roku. Makuszyński, jak wynika z samego komiksu planował jeszcze zeszyt o Piaście-Kołodzieju i Twardowskim-Czarowniku, które nie ukazały się pewnie ze względu na wybuch wojny.

Po wojnie ten jeden z najpopularniejszych pisarzy 20-lecia nie cieszył się łaskami nowej władzy. Druk wielu książek blokowano a komiksy musiały zostać przerobione zgodnie z wytycznymi nowej władzy, o czym wcześniej już pisałam.

 

Dziś parę rysunków z komiksu "O wawelskim smoku". 

 

 

 

 

 

 

18:43, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 marca 2016

Każdy chyba pamięta z dzieciństwa wierszyki Ewy Szelburg-Zarembiny, A...a, kotki dwa, Idzie niebo ciemną nocą, wierszyki o zwierzętach.

Mało jednak osób wie, że poetka pisała również przed wojną piękne wiersze i opowiadania religijne dla dzieci. Jeszcze przed wprowadzeniem socrealizmu w literaturze, w 1947 zdążyła opublikować w prywatnym wydawnictwie Gebethnera i Wolfa tomik wierszy religijnych pt. "Niedziela". Jednak nie uszło to uwadze cenzorom i w wykazie z 1951 roku umieścili również ten tomik. 

Oprócz tego na listę trafily tytuły: "Lulajże Jezuniu" z pięknymi ilustracjami Anny Gramatyki-Ostrowskiej, "Dom wielki jak świat", W noc Bożego Narodzenia" i "Tajemnica Czeremoszu".

Poetka poszła na kompromis z władzą ludową i porzuciła "tematykę dowocyjną". Pisała dużo, była nawet chętnie wydawana w wysokich nakładach, otrzymywała nagrody państwowe, zaangażowała się w budowę "Centrum  Zdrowia Dziecka".

Religijne wątki zostały zastąpione nawiązaniami do folkloru. Ot, taka mała różnica, zupełnie niedostrzegalna, chyba że przez badaczy jej biografii.

Mam jej kilka tych wcześniejszych książeczek. Bardzo żałuję, że nie są znane dzieciom, bo są pięknie i wzruszająco napisane. Bez patosu religijnego, tak irytującego często w książeczkach dla dzieci.

"Boży roczek" wydany przez "Bluszcz" to krótkie opowiastki o biednych i pokrzywdzonych zwierzątkach oraz odkrywaniu i dostrzeganiu wrażliwości na dary przyrody.

Ja najbardziej lubię opowieść, skąd się wzięły "kotki" na wierzbach. To Pan Jezus ulitował się nad biedną kotką, której ludzie potopili malutkie kocięta. Zrozpaczona kocia-mama szukała ich nawet w niebie. Tam wysłuchał jej skarg Jezusek i raz w roku na starych wierzbach, zatopione małe kotki znów ożywają w swoich szarych, puszystych futerkach.

"Ludzie patrząc na nie myślą o dobrym Panjezusku, który pomógł biednej burej kotce i czują, że też powinni być dobrzy dla wszystkich bożych stworzeń."

A z tego małego zbiorku dowiecie się jeszcze, dlaczego pajączki są nieszczęśliwe, wilcze oczy świecą w nocy, a przylaszczki kwitną właśnie na Wielkanoc.

"Niedziela" to również wydarzenia roku liturgicznego, ale tu ujęte w formę krótkich wierszyków. Już same tytuły mówią za siebie: "W palmową niedzielę", "Cukrowy Baranek", "Maliny św. Jana", "Procesja Bożego Ciała", "Na pasterkę", "Trzej króle jechali" oraz wierszyki o świętym Franciszku, św. Reginie i św. Urszuli.

Przed nami Wielkanoc, więc przeczytajcie swoim dzieciom lub wnukom ( a może nawet nauczcie na pamięć, bo szkoda, aby przepadł w mrokach niepamięci ) wierszyk pt. "Cukrowy Baranek":

Cukrowy baranek

ma złociste różki.

Pilnuje pisanek

na łączce z rzeżuszki.

 

A gdy nikt nie patrzy

chorągiewką buja

i cichutko meczy

święte "Alleluja!"

 

 

 

 

 


12:23, oldbook
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 marca 2016

Ostatni wpis zainspirował mnie do ponownego przekartkowania "Czasów wojny" Ferdynanda Goetla. Może kilka cytatów z tego błyskotliwego pisarza zachęci kogoś do przeczytania jego książek.

O Sowietach:

"Tamta okupacja ( niemiecka) uczyła świat, jak trudno narzucić coś Polakom gwałtem. Ta (radziecka) uczy jak łatwo wziąć nas na obrożę schlebiając i udając przyjaźń."

"Narzędziem (rewolucji komunistycznej w Polsce ) stanie się inteligencja. Awangardzistami odstępstwa i zdrady staną się pisarze. Gorliwość, z jaką będą się wysługiwać zaborczej propagandzie, wyciśnie na nich piętno hańby, niespotykane w dziejach polskiego piśmiennictwa. "Dół" okaże się o wiele więcej odporny. (...) Na "czystki" przyjdzie czas. Chodzi przecież o "spontaniczność" odruchu czy jej pozory. Czołówka zbuntowanych mamisynków, oświeconych z nagła pięknoduchów, profesorów, którzy wreszcie przejrzeli, rzeczników wolności robi wyłom w powściągliwej opinii reszty inteligencji."

Jako przykład takiego postępowania Goetel podaje spotkanie prof. Kutrzeby ze Stalinem. Stalin przyjął go z wielkimi honorami i nawet zgodził się na utworzenie w Polsce stronnictwa katolickiego, ale nie udało się to prof. ze wzgl. na opór polskich komunistów. "Chytry ojczulek Stalin" powtórzył tu swoją gierkę łaskawego i wyrozumiałego człowieka, którego najlepsze chęci paraliżuje zła wola podwładnych. I zdiwiłby się, gdyby Kutrzeba miał okazję mu się poskarżyć, tak jak dziwił się nie mogąc dowiedzieć się, gdzie są oficerowie polscy ( zamordowani w Katyniu ), których poszukiwał na równi z Sikorskim."  

Jak widać i dziś można się wiele rzeczy nauczyć czytając Goetla.

O polityce ZSRR i reakcji świata:

" (Po procesie moskiewskim członków polskiego rządu), po 17 września 1939 roku, po zsyłkach, Katyniu, Teheranie, Jałcie, powstaniu warszawskim reakcja jest już niewielka. Monstrualne okoliczności procesu w Moskwie sprzyjały tylko zobojętnieniu. Im większe bowiem, im bezczelniejsze oszustwo, tym mniejsze współczucie dla tego, kto się dał oszukać."

A to fragment relacji z Katynia":

"Wynoszą wskazanego przez nas trupa. Rosły, barczysty człowiek z emblematami rotmistrza. Mundur niezniszczony. Buty prześliczne, "warszawskie". Twarz: woskowa maska. Coś kurczy się w nas i drży, gdy profesor odłącz głowę od ciała i skalpuje ją, aby ukazać na wlot kuli w tyle głowy. A teraz nożyczki tną mundur i poszukują papierów. Są. Poklejone, nadżarte jadem, mało czytelne. Wśród nich kartka z adresem wysyłającego:

"Zielińska.... Powiat Grodziec i dalej "Drogi mężu..."

"Stara nieugięta wiara Polaków w czystość gry i siłę moralnych założeń Zachodu. (...) Rozciągłości tego wydarzenia nie rozumieliśmy także i my, których idealistyczny samobójczy entuzjazm Polaków przerażał. Bo przecież nikt jeszcze nie przewidywał, że zerwanie stosunków z Polską z przyczyny tak ponurej jak sprawa katyńska, jest tylko pierwszym krokiem na drodze likwidacji sprawy państwa polskiego przez wszystkich jego sprzymierzeńców, a odżegnanie się od Katynia stanie się świadectwem nędzy moralnej całego zachodniego świata. "Zginęli, aby Polska istniała (...), ale Polska związana z tymi prochami, miała istnieć jako widmo, spędzające z oczu sen bezpieczny."

Jest też w tej książce szczegółowa relacja ze spotkania Goetla z naocznym świadkiem Katynia - chłopem z Gniazdowa Iwanem Kriwozercowem, któremu udało się uciec przed NKWD. Szukając schronienia u aliantów, był traktowany przez nich jak obłąkany. W końcu trafił do Armii Andersa we Włoszech. Jak napisał Goetel "przywrócił mu zachwiana już wiarę w poczucie humanitaryzmu, zawarte w duszy rosyjskiego ludu. Pił. Niósł w sobie rozpacz, trawiącą go nieustannie. Nie wiedziałem jeszcze, że kiedyś zginie na terenie Anglii w tajemniczych okolicznościach."

A na koniec refleksja o Polsce:

"Otwarto nam prawo do obywatelstwa wszystkich niemal państw, prócz swego własnego. W ten sposób mamy zostać wynarodowieni w nagrodę za utratę niepodległości naszego państwa.

Być Polakiem nie jest to wielka rzecz, jak nam się wydaje. Ale przestać nim być znaczyłoby przestać być człowiekiem."

 

ps. Na liście niemieckiej był zarówno "Kar-Chat" jak i "Pod znakiem faszyzmu."

Jak widać oba totalitaryzmy nie różniły się tak bardzo, jak nas uczono przez wiele lat i często miały wspólnego wroga.

15:55, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 marca 2016

Dziś powrót do lektur dla dorosłych czytelników.

Wróg chyba nr 1. No może nr 2 na listach cenzury komunistów - Ferdynand Goetel.

Zakaz był tak restrykcyjny, że pierwsze jego książki zaczęły się ukazywać dopiero po 1990 roku - był to tzw. "zapis na nazwisko". Cenzorzy w Polsce ( oprócz Mysiej w każdym mieście wojewódzkim był osobny Urząd Cenzury ) kontrolowali, aby nie tylko nie wydano jego książek , ale nie mogła ukazać się o nim żadna wzmianka, nawet w drukach ulotnych jak choćby nekrologi czy afisze teatralne.

Czym zasłużył sobie na tak długą banicję i usuwanie z resztek pamięci Polaków?

Przede wszystkim był świadkiem międzynarodowej komisji Czerwonego Krzyża w Katyniu w 1943 roku. To  między innymi on był oddelegowany przez rząd londyński i jako pierwszy widział masowe groby polskich oficerów. Brał udział, wtedy jeszcze wspólnie z hitlerowskimi Niemcami, w pierwszych ekshumacjach. Nie miał wątpliwości, kto dokonał tej straszliwej zbrodni i taki raport złożył do Londynu( później zeznawał w 1952 roku przed komisją kongresu USA ). Ale gdy realia polityczne odwróciły się i to sowieci "wyzwolili" Polskę, musiał ponieść konsekwencje tej wiedzy. Już w 1945 w Krakowie ruszył przeciwko niemu pokazowy proces, w którym był oskarżony o kolaborację z Niemcami.

Sprawa wydawała się prosta do uzasadnienia Goetel przecież wg. komunistów już przed wojną sympatyzował z hitlerowcami, o czym miała świadczyć jego książka "Pod znakiem faszyzmu" ( a sam z pochodzenia po ojcu też był Niemcem ) . 

Ale sprawy w śledztwie się skomplikowały - Goetel, po prawie pól rocznym ukryciu w zamkniętym klasztorze na Bielanach, zdołał uciec za granicę. A prokurator Roman Martini prowadzący sprawę,  chyba też nabrał pewnych wątpliwości, co do samej winy oskarżonego. Jego los był równie tragiczny jak pisarza. Doktor nauk prawniczych Martini został zasztyletowany  w swoim mieszkaniu, zaledwie 2 miesiące po swoim ślubie, rzekomo przez zazdrosnego "narzeczonego " swojej kochanki.

Sprawę zakończono zarzucając Goetlowi kolaborację z Niemcami, a wersja o odpowiedzialności Niemców za sprawę Katynia była utrzymywana praktycznie przez cały PRL. Swoje wspomnienia z tego okresu zamieścił w pamiętniku "Czasy wojny" - wydanym juz na emigracji w Londynie.

 

Wróćmy do samego pisarza. Czy dziś warto zadać sobie trud i szukać jego książek?

Po 100-kroć warto!!! A dla miłośników cracovianów, Młodej Polski i taternictwa to powinny być pozycje obowiązkowe.

Moja przygoda z Goetlem zaczęła się od powieści "Nie warto być małym" - to panorama młodopolskiego Krakowa na początku XX wieku. Spacery Plantami, zawirowania miłosne i światopoglądowe tuż przed wybuchem I wojny, artyści i biedni studenci. Czuje się w tej powieści jeszcze aurę starej konserwatywnej Galicji, która za chwilę ustąpi nowym rewolucyjnym czasom i młodym bohaterom. Stary krakowski Żyd i jego wnuczka, rosyjski urzędnik o polskich korzeniach, syn prostego chłopa, któremu udaje się skończyć studia, córka postępowej "socjalistki" i  prostytutka - wszyscy działają i czekają z nadzieją na wolną Polskę. Co im przyniesie? My z perspektywy lat wiemy, że nie tylko nadzieję.

Podobny  wspomnieniowy charakter ma pamiętnikarska opowieść "Patrząc wstecz". To znów przede wszystkim Kraków z młodości pisarza, ale też jego fascynacja taternictwem i górami. Pierwsze zachwyty i rozczarowania młodości. Szczególnie w tym tomie widać tę jego nieposkromioną naturę, której owocem była tak ciekawa biografia. To z niej i z wydarzeń historycznych, których był świadkiem czerpał materiał do swoich książek. A w połączeniu z jego wrażliwością na naturę i drugiego człowieka oraz lekkością stylu, powstawały książki niezwykłe i nawet po latach świetne w odbiorze.

Zajrzycie do "Kar-Chata", a rewolucja bolszewicka nie będzie już dla Was obrazami z Doktora Żywago, a nieskończoną bielą śniegu w stepach środkowej Azji, która może zesłańcowi przynieść śmierć lub wyzwolenie.

 

 

Zdjęcia pochodzą ze strony AGH, na której zorganizowano wystawę poświęconą braciom Goetlom. ( Tu Ferdynadn Goetel 1-szy z lewej a w Katyniu 3-ci z lewej )

 

A to okładka jednaj z powieści w wersji włoskiej ( do przedwojennych wydań angielskich wstęp pisał Chesterton i John Galsworthy )

17:46, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 lutego 2016

Dziś kolej na lekturę dla chłopców.

I to jaką lekturę!!! Przed wojną "Lolek Grenadjer" doczekał się aż 6 wydań przed wojną.

Tak tę książkę wspomina słynny Papcio Chmiel:

"Moje patriotyczne wychowanie zaczęło się 80 lat temu od książki "Lolek Grenadier" i od dziecięcych zabawek. Dostałem kiedyś na gwiazdkę czapkę ułańską, szabelkę i konika na biegunach"

Ale jak to w życiu bywa może być i druga ciemna strona lektur - na tę książkę z lat dziecinnych, rzekomo uratowaną z rodzinnego domu przez nianię powołuje się też  generał Jaruzelski, którego pojmowanie patriotyzmu było wielce dyskusyjne i raczej kojarzy się nam z dyktaturą stanu wojennego, czołgami i jego ofiarami niż patriotyzmem.

Ale wróćmy do książki.

Autorem jest Antoni Gawiński, który nie tylko zresztą napisał tekst, ale i pięknie go zilustrował. Był zresztą znanym na początku XX wieku malarzem secesyjnym. Uczeń Gersona, studiował w Szkole Sztuk Pięknych u Jacka Malczewskiego i Teodora Axentowicza. Oprócz malarstwa chętnie ilustrował ksiązki, szczególnie dla dzieci a i sam był autorem kilku - Bajek staroświeckich, Dziesięciu rycerzy czy Przygód Okruszka.

W sercach chłopców pozostał jednak głównie dzięki "Lolkowi".

To opowieść o małym chłopcu, którego ulubionym bohaterem jest Napoleon. Marzy o spotkaniu z nim  służeniu mu jako jego grenadjer.  Zbliżają się święta,  czas magii więc tajemnicza wróżka spełnia życzenie chłopca i przenosi go w czasy napoleońskie.

Trafia na pole bitwy pod Austerlitz ( dziś Sławkowo ) i od początku okazuje się, że prawdziwa wojna ma niewiele wspólnego z dziecięcą zabawą cynowymi żołnierzykami.

Lolek zostaje ranny i trafia do szpitala, ale wcześniej udaje mu się bohatersko dostarczyć ważną przesyłkę dla samego cesarza. W zamian za to dostaje medal i możliwość rozmowy z Napoleonem. Ale to nie jest łatwe spotkanie.

"-Widziałeś wszystko, co działo się w lazarecie?

- Widziałem.

- Żal ci było tych ludzi?

- Strasznie!(...). Ja nie wiem, co robią - ale sami są bardzo biedni. - i bródka zaczęła mu się trząść na wspomnienie tych wszystkich nieszczęść i kalectw, które widział w lazarecie."

Cesarz tłumaczy, dlaczego światu potrzebne jest ich poświęcenie, "bo ci którzy teraz cierpią i giną, kupują za cenę swojej krwi szczęście i wielkość Ojczyzny".

Mały Lolek nie rozumie płomiennej przemowy i planów podboju świata, które roztacza przed nim Napoleon, ale słucha z zapałem, gdy nagle wyrywa mu się pytanie - "I zawsze będziemy  się bić?". Cesarz jest zniecierpliwiony, "patrzy nań ostro - Uczę was bohaterstwa, uczę chwały bojowej, zaprowadzam ład, który daje siłę narodową. Za mały jesteś, abyś to zrozumiał".

Zawstydzony Lolek deklaruje jednak chęć walki u boku Francuzów. Dostaje prawdziwy mundur, uczy się musztry a w końcu dostaje nawet prawdziwy karabin.

Razem z armią stacjonuje w małym miasteczku niemieckim, tam w karczmie przy butelce reńskiego wina rozmawiają dwaj zabawnie wyglądający Niemcy. Lolek przyłącza się do ich ożywionej dyskusji, chce im wytłumaczyć dlaczego stacjonują w ich kraju i dlaczego walczą. Jeden z Niemców tak mu odpowiada:

"- Znam lepiej niż ty, niż cała wasza armia, wady mego narodu - wy nas uczycie bohaterstwa, ale drogo sobie płacić każecie. A wiesz jak? Wolnością! A każdy swój kraj kochać winien i bronić go , ile sił starczy.

- O tak - dodał drugi - kiedy milkną armaty i nie widać żołnierzy, kiedy widać żeńców, co zwożą z pól ziarno, gdy słyszysz gdakanie kur, porykiwanie krów, trąbkę pocztową - wtedy jest szczęście i ład. To jest większe niż bohaterstwo - to jest największa rzeczą - a wojna to mord, to bezprawie - to zniszczone zasiewy i pola, to spalone wsie, to pozabijani ludzie młodzi i starzy."

Lolek próbuje bronić swoich racji, ale wtedy zaskakuje go kolejny trafny argument Niemca:

"Tak, ale wy chcecie ("zaprowadzić swoje porządki - tak to określa Lolek"), żeby potem było wam dobrze u nas - a nie nam u siebie." ( nota bene jak i póżniej i dziś pozostały aktualne te słowa !!!)

I mimo tych różnic Lolek rozstaje się z nimi po przyjacielsku. Czy ta wymiana argumentów go przekonała?

Dalej znów jesteśmy świadkami kolejnych bitew i potyczek Napoleona. Płyną lata, zmienia się Lolek, jego serce mężnieje, ale i staje się mniej wrażliwe na otaczające go nieszczęścia, sam chłopiec za sprawą magii jednak nie rośnie. Z armią napoleońską maszeruje przez ukochaną Warszawę, której wcale nie poznaje, widzi entuzjazm rodaków, którzy walcząc u boku cesarza marzą o odzyskaniu wolności, o własnym państwie. Ale widzi też upadek cesarza - najpierw pod Moskwą i żałosny powrót niedoszłych zwycięzców. Jeszcze jest jednak nadzieja. Napoleon znów wraca, ale wtedy następuje słynna klęska pod Waterloo.

Przygnębiony malec za sprawą magii budzi się ku swojej radości we własnym mieszkaniu. W domu ku jego radości krzątają się domownicy. Od mamy i taty otrzymuje na Gwiazdkę wspaniały prezent kompletny uniform grenadjera. Ale wtedy wtedy rezolutny malec deklaruje:

"Jeżeli dostanę mundur grenadjerski, zawieszę go na pamiątkę w mojej zbrojowni. Bo wojna jest ślicza..

- Ale na obrazku ... - przerwała Mamusia.(...)

- A nauczyły mnie tego trudy bojowe, okropności wojny i tęsknota za wami."

Tak kończy się ta piękna i pouczająca historia. Co jeszcze o tej książce warto dodać?

Jest świetnie napisana, bez nudnych i zbędnych opisów, akcja toczy się bardzo szybko. A dodatkowo mamy piękne, kolorowe ilustracje autora.

Dla wielbicieli Napoleona - obowiązkowa, podobnie jak dla innych chłopców interesujących się historią i wojnami.

 

 

 

 

 

18:16, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2015

Dziś trochę w innym, ale nadal klimacie retro.

W moje ręce trafiło właśnie przedwojenne polskie wydanie "Alicji w krainie czarów" z 1927 roku, a właściwie "Ali w krainie czarów".

W tym roku mija 150 lat od wydania tej magicznej książki. Mam wrażenie, że to trochę niechciane dziecko literatury. Autor w końcu poważny matematyk niechętnie przyznawał się do autorstwa, zasłaniając konsekwentnie pseudonimem literackim. Autor pierwszych ilustracji Tenniel kazał zniszczyć całe pierwsze wydanie z 1865 roku z uwagi na złą jakość druku. Zachowało sie tylko ok. 20 egzemplarzy z 1865 roku. Jeden z nich został sprzedany za rekordową cenę 1,5 mln dolarów, co jest do tej pory najwyższą ceną za książkę dla dzieci.

Ilustracje do niej stworzył miedzy innymi Dali.

W Polsce pierwsze wydanie ukazało się w 1910 roku, kolejne 3 przedwojenne już z ilustracjami Kamila Mackiewicza. Mnie zaintrygowały właśnie te ilustracje, dość nietypowe jak dla samego Mackiewicza z widocznymi nawiązaniami do art deco.

 

Ale historia Alicji, to nie tylko intrygująca baśń dla dzieci, to również pełna tajemnic opowieść dla dorosłych. Jeszcze bardziej intrygująca, jeśli poznamy kulisy jej poznania.

Introwertyczny profesor matematyki Charles Dogson ( bo to prawdziwe nazwisko Lewisa Carrolla ) przyjaźni się głównie z małymi dziewczynkami. Namiętnie je fotografuje, czasem w bardzo dziwnych pozach, niektóre nago ( ponoć jak podają biografowie za zgodą rodziców - czy np. za jakąś opłatą finansową o tym nie wspominają ). Zdjęcia nawet dziś mają niewątpliwy podtekst erotyczny a w czasach, gdy pokazanie łydki przez kobietę było skandalem, a świat dzieci i dorosłych był starannie izolowany przez sztywną etykietę, osobne pokoje, bony i guwernantki ( oczywiście w tej sferze, w której obracał się profesor ) mogą budzić dziwne uczucia i konsternację.

Dwie z małych modelek Dogson fotografował szczególnie często - Alexandrę Kitchin i Alice Linddel. Gdy dorosły stracił nimi zainteresowanie i znalazł sobie nowe modelki.

Zdjęcia Alice, dla której stworzył historię o Króliczej Jamie i opowieść " Po drugiej stronie lustra" są szczególne. Zobaczcie zresztą sami, jak prowokująco i tajemniczo uśmiecha się Mała Alicja. To zdjęcie robi na mnie większe wrażenie niż nawet pocałunek składany na twarzy profesora.

11:01, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 października 2015

Tego wydania przygód Pyzy nie znałam z dzieciństwa. Ale gdy książeczkę przeczytałam, wiedziałam dlaczego była praktycznie nie do zdobycia w PRL-u.

Wydana została w niewielkim nakładzie 10 tys. w 1948 roku, a już w styczniu 1949 na zjeździe w Szczecinie Związek Literatów Polskich wprowadził jako dominujący kierunek - socrealizm.

I mimo że Hanna Januszewska nie została wpisana na listę "zakazanych pisarzy dla dzieci" to niektóre jej utwory, jak np. "Jak polska Pyza wędrowała" musiały przejść gruntowną zmianę .

W 3-ciej części "mazowiecka kukiełka" wędruje po zrujnowanej po II wojnie stolicy. Gdy czyta się to wydanie, wyraźnie widać, że jest jeszcze całe utrzymane i stylistycznie i graficznie w starym, przedwojennym stylu ( rok później krytycy określiliby go jako sanacyjno-burżuazyjny).

"Pyzulę" w wędrówkę po stolicy zabiera stary kapral - przypominający  naszych przedwojennych ułanów w rogatywkach, a sumiasty wąs może niejednemu starszemu czytelnikowi skojarzyć się z marszałkiem Piłsudskim.

Oczom Pyzy ukazują się "okaleczałe domy", "warszawskie usypiska", " w blasku w gruzach miasto leży" i jedna z bardziej przejmujących zwrotek:

"Domy twe - cacka zwalone,

mury twe - ogniem spalone

okienka - wesołe oczy

wydarto. Mrok cię otoczył.

 

A w mroku - szkielety domów,

a w mroku - z srogich wyłomów

sterczą latarnie zgięte,

starganych żelaziw strzępy

sterczą, jak stworów ramiona."

Znużona tą przygnębiającą wędrówką Pyza zasypia. A w snach przenosi się do dawnej pięknej Warszawy. Najpierw widzi wioskę rybaka Warsza, króla Kazimierza Wielkiego, naszą husarię, później mieszczańskie rozedrgane życie miasta, wreszcie trafia do warsztatu Jana Kilińskiego, który szykuje się do walki.

Te obrazki zaczynają się jednak plątać i nie wiemy już, co jest snem a co jawą. Czy to opowieść o powstaniu Kilińskiego, czy może o powstaniu z 1944 roku:

"Grzmią kule nad baśniami

kule świszczą nad snami,

w świście kul sen się splątał.

Któż to stoi przy lontach,

patrioty sprzed wieków,

czy ci, po których pieką

jeszcze nieoschłe sny?"

Jednak autorka nie zapomina, że jest to utwór dla najmłodszych odbiorców, pewnie wielu z nich czytając go miało jeszcze przed oczyma straszne obrazy, które widziało na własne oczy, daje więc im pocieszenie:

"Ogień się baśni nie ima.

Dziecko baśń w rękach trzyma

- Spij-że. Jesteś bezpieczna (...)"

I jak to oczywiście w baśniach bywa wszystko kończy się optymistycznie. Pyza budzi się :

"W imię Ojca, Ducha, Syna

Trzaby się roboty imać.

Pył odmiatam, gruz odwalam

Cożem? Malowana lala?"

Wątków i nawiązań religijnych jest tu zresztą bardzo dużo. To też charakterystyczne, bo po roku 1949 znikną one w zasadzie zupełnie z książek dla dzieci, jako zbyt mało postępowe i siejące fanatyzm religijny.

Mnie urzekł opis w drugiej godzinie snu Pyzy obraz przygotowań do Świąt Wielkiej Nocy, jakie toczą się w jednym z domów sarmackiej Warszawy.

Zajęta przygotowaniami mama gniewa się na swoje dzieci, które nie mogą się doczekać pieczenia ciast:

"Modlić się to nie łaska?

Spójrzcie: Jezus z obrazka

pogląda dumający

Pan Jezus bolejący- "

A dzieci ( jak to dzieci ) zgodnie chórem wołają: " - Myśmy się już modlili"

Mama zaczyna więc rytuał świątecznego pieczenia:

" - W imię Ojca i Syna -

Oto się wypiek zaczyna.

"In nomine Patris et Filii

będziemy ciasto miesili."

A do pomocy staje imć Szaławiła - chwat nad chwaty i żołnierz, choć już po miodzie u Fukiera :-) , który wyrobił "złote baby, przekładańce, 100 mazurków, śmigły sękacz" i śliczniutką Pyzulę. Wszystko wkoło radośnie zaśpiewało:

"Zmartwychwstania tajemnicę.

Alleluja - rynku stary!

Alleluja - wieże Fary

Grzmij, Zapiecku! Graj, Podwale!

Chrystus Pan zmartwychwstał w chwale!"

Zachwyciła mnie ta mała książeczka. Często słyszymy, że z najmłodszymi trudno jest rozmawiać o ciężkich  tematach. To wydanie Pyzy zdecydowanie przeczy tej teorii.  

A może koś z czytelników tu zaglądających podrzuci mi jakieś tytuły?

 

 

 


12:30, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lipca 2015

Pyza to kolejna kultowa bajkowa postać z mojego dzieciństwa. Oczywiście w dzieciństwie poznałam Pyzę nakreśloną ręką A. Kiliana oraz Pyzę serialową ze słynnej kreskówki.

Nie wiedziałam, że ta mała bohaterka miała swoje sekretne życie przedwojenne i musiała się poddać socjalistycznej reedukacji.

 

Pierwsze wydanie bajeczki Hanny Januszewskiej miało miejsce w 1938 roku pod tytułem „Jak polska Pyza wędrowała”. W tej wersji książeczka ukazała się jeszcze w 1946 roku za granicą w ramach Biblioteczki Dziatwy przy 2-gim Korpusie.

 

Kolejne wydanie z 1951 z pierwowzorem ma niewiele wspólnego, w zasadzie ogranicza się do samej koncepcji wędrówki „Kluseczki” po Polsce. Tylko że Polska z 1938 i 1951 roku to dwa zupełnie różne kraje.

 

Przedwojenna wędrówka Pyzy rozpoczyna się na Mazowszu, aby przez Wielkopolskę i Tatry oraz Kraków i Wieliczkę dotrzeć na Kresy. Tu zwiedza Lwów i Cmentarz Łyczakowski, w Wilnie podziwia Ostrą Bramę i Cmentarz na Rossie, odwiedza też Grodno.

 

Po wojnie autorka została zmuszona do dostosowania wędrówki do nowych realiów geopolitycznych. Jak napisała badaczka Barbara Tyszkiewicz:

„ Powojenna Pyza wystąpiła w roli popularyzatorki pojałtańskich porządków w Europie Wschodniej, tłumaczonych jako powrót do historycznych granic”.

Syn autorki wspominał, że zmiany te były warunkiem wznowienia książki.

 

Pyza z 1951 roku wyrusza więc na tzw. Ziemie Odzyskane – zwiedza Szczecin, Zieloną Górę, Jelenią Górę, Zgorzelec, Opole, gdzie znajduje oczywiście ślady ich słowiańskiej przeszłości.

Kresy zostały całkowicie usunięte z nowej edycji.

 

Dzielna Pyza wpisuje się też w schemat socrealistycznego entuzjazmu odbudowy kraju. Wydaje więc walkę chwastom, zwiedza hutę szkła i koskownię, przygląda się budowie Nowej Huty, spotyka radzieckiego „przyjaciela”, który wznosi dla nas Pałac Kultury i Nauki, czy dzielnie wskakuje na traktor.

B. Tyszkiewicz znalazła też dokumenty z G.U.K. P.i W, świadczące o tym, że jedna z cenzorek podejrzewała Pyzę o ujawnienie tajemnicy wojskowo-komunikacyjnej w jej wędrówce po zaporze. Jednak naczelny cenzor, bo przyjrzeniu się wersom:

„Wędrowała i śpiewała

nóżki sobie udeptała.

Więc przysiadła, ot, nieboże,

koło Bobru, przy zaporze.”

wniosek o przeredagowanie fragmentu uchylił, nie widząc zagrożenia dekonspiracji strategicznego miejsca w obronności i gospodarce socjalistycznej ojczyzny.

 Przedwojenna oryginalna wersja została wydana dopiero przez NK w 1993 roku, jednak kolejne wznowienia opierają się głównie na wersji ocenzurowanej z 1951 roku.

 

 

16:55, oldbook
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Spis moli