RSS
środa, 28 grudnia 2016

W. Bełza:

"Bóg się rodzi!" brzmi dokoła,

Pieśń radosna, pieśń wesoła!

I na twarzy wszystkich ludzi,

Jakiś dziwny blask się budzi,

Jakaś ufność w serca wchodzi:

"Bóg się rodzi! Bóg się rodzi!"

 

 

 

 


 Ilustracje Anna Gramatyka-Ostrowska

Ewa Szelburg-Ostrowska "Lulajże Jezuniu"

11:32, oldbook
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2016

Stan wojenny w książkach dla dzieci praktycznie nie istnieje. Temat trudny, czasy nie sprzyjały takiej twórczości ani w trakcie jego trwania, ani później. 

Jest jednak "Mikołajek w szkole PRL-u". Wprawdzie akcja toczy się trochę później, ale odniesień do stanu wojennego znajdziemy tu mnóstwo. I to stanu wojennego widzianego oczami dziecka, ucznia początkowych klas podstawówki.

Książka podobnie jak francuski pierwowzór opowiada krótkie historie małego Mikołaja i jego kolegów, głównie ze szkoły. Ale z racji tego, że mamy pierwszą połowę lat 80-tych w Polsce, w życie dzieciaków wkracza też czasami polityka z całym jej ówczesnym absurdem.

I właśnie pokazanie absurdu i groteski tamtych czasów sprawia, że nadal się historię polskiego Mikołajka świetnie czyta.

Opowieść Mikołajek zaczyna od wizyty milicjanta w szkole i akcji szorowania ławek z nieprawomyślnych napisów. A co wtedy miały dzieciaki wypisane?

"Na moim mieniu społecznym, było napisane: WRON WON!

- A co jest na twoim? - spytałem Kacpra.

- Na moim kilka: PZPR ze swastyką, Solidarność zwycięży.

- Mój napis nie da się zetrzeć gumką, jest zrobiony długopisem i ktoś mocno przyciskał! Tu jest napisane: "Wrona orła nie pokona"...

- E, to stare! - wrzasnął Mściwój- Ja mam narysowany taki łeb z uszami...

- Proszę o spokój- krzyknęła Pani i spojrzała w stronę drzwi.

Najfajniejsze rzeczy były na ławce Masława. Był tam portret tego faceta w czarnych okularach (...) i wielka wrona ze szponami, też w czarnych okularach, siedząca na czerwonej gwieździe." I jeszcze "Wszystkie wrony na Plac Czerwony", PZPR i ZOMO ze swastykami i wierszyk : "Gdyby Urban nosił turban..."

W klasie Mikołajek ma oczywiście różnych kolegów - Bożydarka klasowego kujon, Krzesimira - syna milicjanta, ale nawet fajnego " bo daje nam łuski od nabojów z gazami łzawiącymi", Ziemomysła, który wg. Pani "jest ekstremistą, bo jego tata był internowany i aresztowany - między tym jest jakaś różnica, chociaż ja nie mam pojęcia jaka."

Bardzo zabawny jest opis wizyty w mieszkaniu Ziemomysła, którego rodzice są podsłuchiwani przez SB.

"Aparaty podsłuchowe, wszędzie są gdzieś ukryte i wszystko, co się u nas mówi, oni tam słyszą i nagrywają.

- Jacy oni?

- No ubecja, przecież nie Duch Święty" - krzyknął ze zniecierpliwieniem Ziemomysł.

- To nas teraz też słyszą?

- No jasne! Nawet jak robisz siusiu, bo w wucecie też może być założony podsłuch. I w telefonie, i pod zlewozmywakiem w kuchni też kiedyś znaleźliśmy - rozpędził się Ziemomysł. On zawsze strasznie się przechwala!"

W trakcie zabawy okazuje się, że faktycznie Bożydarek przypadkowo odnajduje taki maleńki aparacik zainstalowany pod biurkiem, czym zasłużył sobie na zazdrość i podziw pozostałych kolegów.

Ale i rodzice Mikołajka działają w konspiracji, co też czasami niesie ze sobą dziwne sytuacje, jak te z ukrywaniem ulotek i wydawnictw drugiego obiegu, przy każdym dzwonku do drzwi, czy dziwne rozmowy telefoniczne, które mogą nam się skojarzyć z filmami Barei.

" Mama ( w rozmowach telefonicznych ) zawsze umawia się na jakieś hasło. Kiedy słyszę, że mówi coś o rajstopach albo o pączkach, to wiem już o co chodzi. Tylko, że czasami coś nie pasuje. Kiedyś zamówiła u kogoś 20 kg jabłek, a potem dodała: "Tylko wolałabym te kwadratowe". Ja i tatuś pękamy wtedy  ze śmiechu. Kiedyś mama rozmawiała z kimś na temat mięsa bez żył i wtedy tata wyrwał jej słuchawkę i powiedział: "Tylko nie takim drobnym drukiem jak poprzednio, bo oczy mi już wysiadły."

Najlepszy jednak jest chyba rozdział pt. "Lekcja historii", na którą dzieci mają przygotować wspomnienia swoich dziadków z drugiej wojny światowej. A te dzieci pamiętają inną wojnę.

" Ja sam też pamiętam wojnę, tę, którą tata nazywa wojną polsko-jaruzelską, chociaż chodziłem jeszcze do przedszkola (...) Byłem wtedy strasznie głupi, bo kiedy zapytałem tatusia, co to za czołgi jadą po ulicach, a tatuś mi powiedział, że polskie, to krzyknąłem "Hurra!" Ale skąd miałem wiedzieć? Ogladałem w telewizji "Czterech pancernych i psa" i tam był czołg Rudy i Janek, i Szarik - więc chyba mogło mi się to wszystko pokiełbasić, no nie?"

Jest jeszcze świetna opowieść Bożydarka o dziadku, który ku rozpaczy Pani nie służył w Wojsku Ludowym, ale w "jakiejś Amii Andersa", a jego przygody były bardziej ciekawe niż kapitana Klosa, bo "dziadek mieszkał w Wilnie, a tam wcale nie wkroczyli Niemcy, tylko Rosjanie. I wywieli dziadziusia na jakąś Kołymę. (...) W Anglii szkolił się na skoczka (...) i władze Polski Podziemnej znów go tam skierowały (...) a po wyparciu Niemców Rosjanie sami znów "nawiązali z nim kontakt" i znów aresztowali dziadziusia i wywieźli na Syberię, skąd wrócił dopiero po 12 latach."

I wszystkie te historie, mimo że dotyczą tak trudnych spraw, napisane są lekko i dowcipnie. Czyta się błyskawicznie, a dla pokolenia, którego dzieciństwo przypadło właśnie na mroczne czasy ( i nie zawsze tak wesołe jak w tej książeczce) PRL-u to swoista podróż w czasie. Do czasów MO i ZOMO na ulicach, do kilometrowych kolejek do sklepów, do kartek żywnościowych i absurdu tamtej strasznej jednak rzeczywistości.

Książka Maryny Miklaszewskiej swój debiut miała w 1986 roku w podziemnym wydawnictwie Rytm. Ukazała się podpisana pseudonimem Miłosz Kowalski.

Rysunki wykonał 10-letni syn autorki Mikołaj Chylak.

Cytaty pochodzą z wydania z lat 90-tych z wydawnictwa Tenten. 

Szkoda, że przygody polskiego Mikołajka nie doczekały się kontynuacji, jak zapowiadała wstępnie autorka.


19:46, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2016

O Marii Konopnickiej było w ostatnim czasie głośno ze względu na doszukiwanie się w jej życiorysie wątku lesbijskiego. Świetny pomysł na promocję książki - choć faktów w niej mało, raczej same domysły. Dla jednych będzie kryształową postacią - autorką Roty, dla innych jedną z pierwszych wyzwolonych kobiet, która bezkompromisowo poszukiwała własnego szczęścia i spełnienia.

Dla mnie pozostanie autorką pierwszych bajek i wierszyków znanych z dzieciństwa. To ona w literaturze polskiej rozpoczęła "stulecie dziecka" i zrobiła to przed 1900 rokiem.

Pierwsze jej utwory dla dzieci powstały na prośbę wydawcy Arcta, który zauważył, że książeczki dla dzieci zaczynają świetnie się sprzedawać w Anglii, Niemczech i Francji. Aby biznes był opłacalny pod koniec XIX wieku stosowano metodę "pisania pod ilustracje":

"Gdy idzie o książeczkę ozdobniejszą, droższą, nasz księgarz kupuje klisze zagraniczne, powołuje do napisania tekstu literata... i tak powstają prawie wszystkie nasze wydawnictwa obrazkowe, zawsze niestety pozbawione swojskości"

Wg. badacza J. Cieślikowskiego Arct długo namawiał Konopnicką do tej pracy, przekonały ją ostatecznie angielskie wydawnictwa z ilustracjami Kate Greennway czy Waltera Crane. Ilustracje dostarczył i powstały w 1889 roku "Wesołe chwile".

Konopnickiej udało się wyjść poza schemat ilustracji opierając się na polskim folklorze, żywym rytmicznym języku, skupiając się nad elementami polskiego krajobrazu a przy tym wszystkim zachowując niezwykły zmysł obserwacji dzieci i zrozumienia ich bogatego wewnętrznego świata.

Inspiracje ( oprócz ilustracji oczywiście ) czerpie z codziennego życia - stąd wyraźne grupy tematyczne wierszyków: zabawy dziecięce, ich relacje ze zwierzętami, dzieci na wsi, przy pracy, pory roku, wiara i święta.

Talent pisarki sprawił, że  otrzymaliśmy kanon, który zostaje z nami przez następne pokolenia. Niestety trochę inaczej wygląda to w jej słynnej baśni "O krasnoludkach i sierotce Marysi". Ta piękna baśń, odchodzi w zapomnienie. Przyczyną jest nie jej zdezaktualizowana treść, lecz zbyt trudny, wręcz archaiczny język. To moim zdaniem, wina zbytniego puryzmu. Wydawcy nie chcieli uwspółcześniać języka pisarki, narażając się na zarzuty deformowania dzieła. Efekt, umiera samo popadając w czytelniczą niepamięć.

Ale krótkie wierszyki znają nadal i babcie i wnuki. 

A jaki jest Wasz ulubiony utwór Konopnickiej:

"Na jagody", "O Janku Wędrowniczku", "Stefek Burczymucha", "Zła zima", "Patataj", "Przygoda z lalką", " Na zasadzce", "Prośba Filusia", Pranie"?

 

"Na zasadzce"

Chłopcom zawsze bójka w głowie.

Zeszli się raz gdzieś w parowie:

Janek z trąbką i z szabelką,

Mały Kazik z pałką wielką,

I Zygmuntek wystrojony

W piękny hełm z lejka zrobiony".

Wnet zaczęła się narada:

- Jak bić wroga? Jak mu szkodzić? (...)

Lecz w tym była trudność cała,

Której przyczyn nie dochodzę,

Że tak, jak ich trójka stała,

Wszyscy byli sami - wodze."

A żołnierze? Co żołnierze!

Niech żołnierzy licho bierze! (...)

 

 

A to już przykład okładki po 1918 roku z ilustracjami Antoniego Gawińskiego

 

A to okładka Molly Bukowskiej 

 

 


 

12:09, oldbook
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 października 2016

O Marianie Walentynowiczu już pisałam, przy okazji okazji słynnego "Koziołka Matołka" .

Dziś chciałabym pokazać kilka mniej znanych prac tego ilustratora. Zaskoczyło mnie jak tak naprawdę mało wiemy o autorze pierwszych komiksów w Polsce. Ale czytając jego życiorys, łatwo zrozumieć, skąd ta luka w naszej wiedzy powstała. Z przemilczenia jego niewygodnego życiorysu.

Urodził się pod koniec XIX wieku w Petersburgu, skąd razem z rodziną uciekł po wybuchu rewolucji do Warszawy. Tu zaczął studia na wydziale architektury, jednocześnie podejmując liczne zlecenia, między innymi na ilustracje książkowe.Popularność i sukces przyniósł mu właśnie "Koziołek Matołek". Ale przed wojną był znany też jako podróżnik. Odbył wiele wypraw do Azji, Chin, na Bliski Wschód, Afryki i Kanady. Swoje relacje wraz ze zdjęciami publikował w "Naokoło świata". Fascynację innymi kulturami widać wyraźnie w jego obrazach o tematyce orientalnej i np. w ilustracjach do "Bajek ze  1001 nocy".

Po wybuchu wojny trafił przez Francję do Szkocji, gdzie był korespondentem Dywizji Pancernej generała Maczka. To on zaprojektował słynną odznakę Cichociemnych.

Wtedy też wydał inny swój komiks, praktycznie zupełnie nieznany w Polsce - "Przygody Walentego Pompki". Ukazywał się od 1941 do końca wojny. Przedstawiał przygody typowego warszawskiego cwaniaka, który trafia do armii generała Andersa i przechodzi z nią cały szlak bojowy, aby ostatecznie dotrzeć do Szkocji.

Po zakończeniu wojny Walentynowicz powrócił do kraju, a w 1957 w ramach odwilży w czasopiśmie dla młodzieży "Przygoda" zaczęto przedrukowywać przygody Walentego Pompki. Jednak po roku pismo zamknięto, a komiks jako gatunek na długie lata popadł w niełaskę komunistów.

13:02, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2016

Sierpień to miesiąc szczególny dla Polaków - Porozumienia Sierpniowe, wybuch Powstania Warszawskiego a wcześniej "cud nad Wisłą", czyli słynna Bitwa Warszawska i oczywiście w 1914 roku 6 sierpnia wymarsz z krakowskich Oleandrów Legionów Piłsudskiego.

O polskich ułanach i legionistach w PRL-u - mówiono wyłącznie negatywnie, pomijając ich zasługi i poświęcenie. O tym, że wielu znanych osobistości służyło w legionach nie wspominano. 

Znani pisarze, którzy zaciągnęli się do Legionów to W. Broniewski, A. Strug, W. Orkan, J. Kaden-Bandrowski czy W. Sieroszewski.

Imponująco przedstawiali się ochotnicy rekrutujący się z wydziałów malarstwa, rzeźby ( co szczególnie dziś trudno nam sobie wyobrazić, gdy każdy artysta niejako programowo dystansuje się od wojska i wojskowości głosząc postawy pacyfizmu ). Do najsłynniejszych legionistów-artystów należeli:

Wojciech Kossak, Leon Wyczółkowski, Leopold Gottlieb, Julian Fałat oraz znani później głównie jako generałowie Wieniawa Długoszowski i marszałek Rydz-Śmigły.

W Legionach stworzono też pierwszy oddział kobiecy był to Żeński Oddział Wywiadowczy. Należała do niego między innymi Zofia Trzcińska-Kamińska późniejsza rzeźbiarka, która posługiwała się tam męskimi dokumentami oraz późniejsza pisarka Zofia Zawiszanka.

Dziś kilka ilustracji namalowanych przez legionistę - Wojciecha Kossaka i umieszczonych w książeczce dla dzieci Artura Oppmana "Kochaj żołnierza".

 

 

 

 

 


 


15:29, oldbook
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lipca 2016

Pyzy polskim dzieciom i ich rodzicom chyba nie trzeba przedstawiać. Pisałam o perypetiach z cenzurą H. Januszewskiej i zmianach, jakie wprowadziła do wędrówek zabawnej Kluseczki. Dziś chciałabym przedstawić Pyzę w pierwszej przedwojennej jeszcze wersji.

Autorem graficznym Pyzy jest Roman Wyłcan. Szukałam informacji o nim, ale niewiele znalazłam. Ilustrował chyba tylko książki Januszewskiej. W biogramach powstańczych podano, że walczył w AK, brał udział w powstaniu, później trafił do obozu jenieckiego. Co stało się z nim po wojnie - nie wiem, ale nie natknęłam się już później na żadne jego ilustracje. ( Jeśli ktoś ma pełniejszą wiedzę na jego temat, będę wdzięczna za informacje ).

Przedwojennych wydań Pyzy niestety nie mam, znam je tylko z internetu i przyznam szczerze, że zupełnie mi się nie podobała. Ale trafiłam na książeczkę H. Januszewskiej pt. "Jawor, jawor".

Wydana w 1932 roku zachwyciła mnie pięknymi i oszczędnymi ilustracjami właśnie Romana Wyłcana. To tu znajduje się pierwowzór Pyzy, w krótkiej bajce pt. "Matulu, matulu". Pozostałe bajeczki to "Dwa Michały", "Jawor, jawor", "Bieży kaczka po dolinie", "Był raz jeden tyciuteńki" i "Był raz sobie mały Słowak".

 

 

15:52, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 czerwca 2016

Moja lektura na wakacje, którą gorąco polecam wszystkim miłośnikom starych przedwojennych książek dla dzieci, to praca prof. J. Papuzińskiej "Mój bajarz odnowiony". To ciekawa dla mnie inspiracja do nowych/starych lektur..

Zmiany w literaturze dziecięcej rozpoczęły się wraz z nastaniem socrealizmu. W 1951 roku G

Autorka od strony badacza ukazuje tematykę zapomnianych lektur dla dzieci i młodzieży. Lasota wygłasza słynny referat:

"Tekst Lasoty nosi socjalistycznej lit. dla dzieci powinno być uodpornienie młodzieży na wpływ wroga klasowego oraz mobilizowanie nienawiści młodzieży przeciw wszelkim wrogom socjalizmu. Koronnywszystkie cechy totalitarnego, orwellowskiego "seansu nienawiści"Wg. niego zadaniem m punktem referatu było symboliczne zdeptanie kultowej księgi pokolenia - "Kamieni na szaniec" A. Kamińskiego, którego Lasota nazwał "wychowawcą janczarów faszyzmu." (...) To była słowna podkładka pod administracyjne decyzje - czystki biblioteczne i niszczenie zachowanych zbiorów, likwidacje prywatnych wydawnictw i dorobku lat poprzednich. Strategia ta niewiele tylko odbiegała od reguł polityki kulturalnej Rosji Radzieckiej, gdzie obowiązywała reguła "spalonej ziemi" oznaczająca, że żaden utwór napisany w ustroju burżuazyjnym nie może być udostępniany dzieciom epoki socjalizmu. Równoległym sposobem zacierania pamięci pokoleniowej jest fakt, że wiele utworów wznowionych w PRL z okresu Międzywojnia, padło ofiarą licznych przeróbek, dokonując "ideologicznego makijażu" - zmieniano miejsca akcji, pomijano akcenty religijne, usuwano niepoprawne politycznie epizody, nie zaznaczając nawet, że jest to wydanie zmienione. Proces kastracji obejmował utwory takich pisarzy jak Makuszyński czy Kossak-Szczucka, Szelburg-Zarembina, Boguszewska, Januszewska, Brzechwa, Morcinek, B. Hertz. (...)

Zmieniając tożsamość książkom, odbierano zarazem tożsamość ich czytelnikom. Wielu zaś z tych autorów, którzy się nie chcieli poddać takim manipulacjom skazanych zostało na zapomnienie.

(...)

Wzorcową powieścią dla starszych dzieci wpisana już w nową ideologię był "Krystek z Warszawy" Janiny Broniewskiej. Z perspektywy czasu wydaje się ona typową agitką, pisaną kompletnie na kolanie, aby przekonać, że Armia Czerwona jest "nasza" i że "ładnie byśmy wyglądali z londyńską pomocą" i że to "pańska" Polska jest winna klęski wrześniowej, tak jak zdradziecki Londyn klęski Powstania Warszawskiego. To właśnie ta powieść będąc przez lata lekturą szkolną "wytyczała przez całe lata cenzuralne ramy dla interpretacji historycznej drugiej wojny światowej i jednocześnie stanowiła wzorzec myślowy dla uczniów, a nawet dla nauczycieli."

Jeśli chcecie poznać więcej zapomnianych lektur pani profesor zajrzyjcie do jej książki pt. "Mój bajarz odnowiony".

21:05, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 czerwca 2016

Eligiusz Niewiadomski - pierwsze i często nasze jedyne skojarzenie to morderca prezydenta Gabriela Narutowicza.

Co go popchnęło to tak strasznego czynu, dlaczego zabił Narutowicza, skoro największą nienawiścią darzył nie jego lecz marszałka Piłsudskiego? Po procesie, na którym został skazany na karę śmierci, w w obliczu plutonu egzekucyjnego ( który poprosił, aby nie zasłaniał mu oczu i nie związywał ) jeszcze zawołał:  "Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski"? Spór o motywy jego szalonego czynu trwa od lat wśród naukowców, niestety pozostaje bez odpowiedzi.

Ja spotkałam się z jego nazwiskiem przypadkowo, W moje ręce wpadła książka Edwarda Słońskiego pt. "Na progu Polski" wydana w 1921 roku, do której ilustracje wykonał właśnie Eligiusz Niewiadomski.

Wśród mu współczesnych był właśnie ceniony jako krytyk sztuki, a jeszcze w więzieniu tuż przed śmiercią kończył monografię "Malarstwo polskie XIX i XX wieku" , sam też malował. 

Wielka szkoda..., bo ilustracje do opowieści Słońskiego o "orlętach lwowskich" są naprawdę bardzo dobre. 




20:52, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 maja 2016

Kolejna książka legenda. "Gucio Zaczarowany" Zofii Urbanowskiej.

To do niej odwoływał się się Czesław Miłosz, jako do swojej ulubionej książki z dzieciństwa i taki tytuł nadał jednemu z tomików poezji.

Zofia Urbanowska napisała "Gucia" pod koniec XIX wieku. Czytając tę książkę żałowałam, że nie natrafiłam na nią wcześniej. Dużo się wprawdzie przez te 100 lat zmieniło, ale małych leniuszków odkładających wszystko na za chwilę, potem, od poniedziałku jest nadal wielu. A znam i takich, co nigdy z tej przypadłości nie wyrośli :-(

W książce poznajemy przygody leniwego 8-latka, który zostaje przez wróżkę zmieniony w muchę. Z tej perspektywy poznaje świat. Życie małych zwierząt i owadów okazuje się zaskakujące, rządzą nimi inne prawa, ale i tu okazuje się, że każda nawet najmniejsza istota jest ważna i pożyteczna.

Przekonujemy się o tym, na przykład przy okazji opowieści wróbla o edykcie króla Fryderyka Wielkiego, króla Prus, który wprowadził edykt nakazujący.... dostarczenie od każdego podwładnego główek wróbli - i tak parobkowie  mieli dostarczyć po 6 sztuk, ogrodnicy po 8. Doprowadziło to do katastrofy - w następnych latach uprawy zdziesiątkowały szkodniki, tak że w końcu król musiał odwołać swój rozkaz.

W wędrówce razem z Guciem zwiedzimy jeszcze kopiec kreta, zobaczymy jak pracują pszczoły w ulu czy poznamy tajemniczych czarnych rycerzy.

Sporo w tej książce dydaktyzmu, tak charakterystycznego dla pozytywizmu, ale mimo wszystko warto do niej wrócić.

Jeśli pamiętacie, jak w dzieciństwie przyglądaliście się z zafascynowaniem krzątaninie mrówek w mrowisku, zmaganiom żuka gnojarza, czy polowaniom pająków na muchy, to koniecznie przeczytajcie tę starą książeczkę.

Możecie też posłuchać jej na audiobooku jadąc na letnią łąkę razem ze swoimi dziećmi.

*******

Oczywiście można odczytywać dzięki wierszom Miłosza ten utwór na innym, bardziej uniwersalnym poziomie i powracać myślami jak poeta do dziecięcych przeżyć, zachwytów i pierwszych rozczarowań:

 

Rzeki maleją. Maleją miasta. Śliczne ogrody

Pokazują czego nie widzieliśmy dawniej, kalekie liście i kurz.

Kiedy pierwszy raz przepłynąłem jeziora, wydawało mi się ogromne

Gdybym tam stanął dzisiaj, byłoby miską do golenia

Między lodowcowymi głazami i jałowcem.

 

 

14:03, oldbook
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 maja 2016

Ideologiczna walka w PRL-u odbywała się prawie "na każdym odcinku" życia, nic dziwnego, że nie pominięto tak ważnej organizacji jak ZHP.

Pierwsze drużyny skautowskie powstawały w Polsce jeszcze nim odzyskaliśmy niepodległość. Wzorując się na angielskim skautingu tworzył je Andrzej Małkowski. Polscy harcerze odegrali ważną rolę nie tylko podczas II wojny światowej, o czym raczej wszyscy wiedzą, ale równie bohatersko zapisali się podczas walk w 1918 i 1920 roku ( słynne Orlęta Lwowskie czy najmłodsi legioniści, warszawska Czarna Jedynka ). Oficjalnie ZHP powstało nawet wcześniej niż nasza Niepodległa Ojczyzna, bo 2.11. 1918 roku.

O czasach II wojny światowej i bohaterskich walkach oddziałów harcerzy i harcerek wiemy wiele, między innymi z książek harcmistrza Aleksandra Kamińskiego. Czasy powojenne są raczej mniej znane, a równie ciekawe.

Już od 1946 rozpoczęły się represje w stosunku do harcerzy. W kwietniu na zlocie młodzieży w Szczecinie wielu z nich zostało aresztowanych, gdy wznosili okrzyki domagające się wycofania się żołnierzy ZSRR z Polski  i pełnej niepodległości.

W maju 1946 władze zakazały obchodów 3 Maja, co wywołało zamieszki na ulicach Krakowa i innych miast Małopolski. Po interwencji MO kilka osób zostało zabitych a setki aresztowano ( w tym uczniów gimnazjów). Na znak protestu uczniowie i studenci nie wzięli udziału w obchodach Dnia Zwycięstwa 9 maja, domagając się zwolnienia aresztowanych.

Od tego momentu zaczęto coraz ostrzej krytykować ZHP, zarzucając mu, że jest ruchem burżuazyjnym i reakcyjnym, dodatkowo wspierany przez obskurancki kler.

Tępiono wszelkie przejawy praktyk religijnych harcerzy i zlikwidowano stanowisko kapelana harcerskiego.

15 maja 1950 roku rozwiązano ZHP. W stworzonej w zamian Organizacji Harcerstwa Polski Ludowej zrezygnowano z większości tradycyjnych metod wychowania. A harcerzami mieli być wyłącznie uczniowie szkół podstawowych.

Pkt 12 nowego Prawa Harcerskiego głosił : Harcerz pragnie być dobrym zetempowcem.

Zrezygnowano z charakterystycznego szarego munduru wprowadzając białe koszule i chusty wzorowane na ruchu pionierów. Zlikwidowano też krzyż harcerski i lilijkę zastępując je tzw. "czuwajką". To wtedy powstały słynne już drużyny walterowskie, do których należało wielu znanych później lewicujących Polaków ( Kuroń, Michnik, Lityński, Blumsztajn ), które za wzór zamiast Badena Powella obrało sobie Antona Makarenkę.

Zmiany nastąpiły dopiero wraz z odwilżą w 1956 roku. Powrócono do tradycyjnego umundurowania i pozwolono na funkcjonowanie struktur ZHP niezależnie od ZMP. Do harcerstwa powrócił represjonowany przez wiele lat Aleksander Kamiński, który jednak zrezygnował po 2 latach z pełnionych funkcji, gdyż zorientował się, że organizacja ma być nadal podporządkowana i kontrolowana przez komunistów. Stan ten trwał praktycznie do końca lat 80-tych.

Kontrola objęła również dawne wydawnictwa harcerskie. Zakazano nowych edycji np. Zygmunta Wyrobka, Jadwigi Zwolakowskiej czy niektórych pozycji samego Kamińskiego.

17:26, oldbook
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Spis moli