RSS
środa, 21 października 2015

Dziś trochę w innym, ale nadal klimacie retro.

W moje ręce trafiło właśnie przedwojenne polskie wydanie "Alicji w krainie czarów" z 1927 roku, a właściwie "Ali w krainie czarów".

W tym roku mija 150 lat od wydania tej magicznej książki. Mam wrażenie, że to trochę niechciane dziecko literatury. Autor w końcu poważny matematyk niechętnie przyznawał się do autorstwa, zasłaniając konsekwentnie pseudonimem literackim. Autor pierwszych ilustracji Tenniel kazał zniszczyć całe pierwsze wydanie z 1865 roku z uwagi na złą jakość druku. Zachowało sie tylko ok. 20 egzemplarzy z 1865 roku. Jeden z nich został sprzedany za rekordową cenę 1,5 mln dolarów, co jest do tej pory najwyższą ceną za książkę dla dzieci.

Ilustracje do niej stworzył miedzy innymi Dali.

W Polsce pierwsze wydanie ukazało się w 1910 roku, kolejne 3 przedwojenne już z ilustracjami Kamila Mackiewicza. Mnie zaintrygowały właśnie te ilustracje, dość nietypowe jak dla samego Mackiewicza z widocznymi nawiązaniami do art deco.

 

Ale historia Alicji, to nie tylko intrygująca baśń dla dzieci, to również pełna tajemnic opowieść dla dorosłych. Jeszcze bardziej intrygująca, jeśli poznamy kulisy jej poznania.

Introwertyczny profesor matematyki Charles Dogson ( bo to prawdziwe nazwisko Lewisa Carrolla ) przyjaźni się głównie z małymi dziewczynkami. Namiętnie je fotografuje, czasem w bardzo dziwnych pozach, niektóre nago ( ponoć jak podają biografowie za zgodą rodziców - czy np. za jakąś opłatą finansową o tym nie wspominają ). Zdjęcia nawet dziś mają niewątpliwy podtekst erotyczny a w czasach, gdy pokazanie łydki przez kobietę było skandalem, a świat dzieci i dorosłych był starannie izolowany przez sztywną etykietę, osobne pokoje, bony i guwernantki ( oczywiście w tej sferze, w której obracał się profesor ) mogą budzić dziwne uczucia i konsternację.

Dwie z małych modelek Dogson fotografował szczególnie często - Alexandrę Kitchin i Alice Linddel. Gdy dorosły stracił nimi zainteresowanie i znalazł sobie nowe modelki.

Zdjęcia Alice, dla której stworzył historię o Króliczej Jamie i opowieść " Po drugiej stronie lustra" są szczególne. Zobaczcie zresztą sami, jak prowokująco i tajemniczo uśmiecha się Mała Alicja. To zdjęcie robi na mnie większe wrażenie niż nawet pocałunek składany na twarzy profesora.

11:01, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 października 2015

Tego wydania przygód Pyzy nie znałam z dzieciństwa. Ale gdy książeczkę przeczytałam, wiedziałam dlaczego była praktycznie nie do zdobycia w PRL-u.

Wydana została w niewielkim nakładzie 10 tys. w 1948 roku, a już w styczniu 1949 na zjeździe w Szczecinie Związek Literatów Polskich wprowadził jako dominujący kierunek - socrealizm.

I mimo że Hanna Januszewska nie została wpisana na listę "zakazanych pisarzy dla dzieci" to niektóre jej utwory, jak np. "Jak polska Pyza wędrowała" musiały przejść gruntowną zmianę .

W 3-ciej części "mazowiecka kukiełka" wędruje po zrujnowanej po II wojnie stolicy. Gdy czyta się to wydanie, wyraźnie widać, że jest jeszcze całe utrzymane i stylistycznie i graficznie w starym, przedwojennym stylu ( rok później krytycy określiliby go jako sanacyjno-burżuazyjny).

"Pyzulę" w wędrówkę po stolicy zabiera stary kapral - przypominający  naszych przedwojennych ułanów w rogatywkach, a sumiasty wąs może niejednemu starszemu czytelnikowi skojarzyć się z marszałkiem Piłsudskim.

Oczom Pyzy ukazują się "okaleczałe domy", "warszawskie usypiska", " w blasku w gruzach miasto leży" i jedna z bardziej przejmujących zwrotek:

"Domy twe - cacka zwalone,

mury twe - ogniem spalone

okienka - wesołe oczy

wydarto. Mrok cię otoczył.

 

A w mroku - szkielety domów,

a w mroku - z srogich wyłomów

sterczą latarnie zgięte,

starganych żelaziw strzępy

sterczą, jak stworów ramiona."

Znużona tą przygnębiającą wędrówką Pyza zasypia. A w snach przenosi się do dawnej pięknej Warszawy. Najpierw widzi wioskę rybaka Warsza, króla Kazimierza Wielkiego, naszą husarię, później mieszczańskie rozedrgane życie miasta, wreszcie trafia do warsztatu Jana Kilińskiego, który szykuje się do walki.

Te obrazki zaczynają się jednak plątać i nie wiemy już, co jest snem a co jawą. Czy to opowieść o powstaniu Kilińskiego, czy może o powstaniu z 1944 roku:

"Grzmią kule nad baśniami

kule świszczą nad snami,

w świście kul sen się splątał.

Któż to stoi przy lontach,

patrioty sprzed wieków,

czy ci, po których pieką

jeszcze nieoschłe sny?"

Jednak autorka nie zapomina, że jest to utwór dla najmłodszych odbiorców, pewnie wielu z nich czytając go miało jeszcze przed oczyma straszne obrazy, które widziało na własne oczy, daje więc im pocieszenie:

"Ogień się baśni nie ima.

Dziecko baśń w rękach trzyma

- Spij-że. Jesteś bezpieczna (...)"

I jak to oczywiście w baśniach bywa wszystko kończy się optymistycznie. Pyza budzi się :

"W imię Ojca, Ducha, Syna

Trzaby się roboty imać.

Pył odmiatam, gruz odwalam

Cożem? Malowana lala?"

Wątków i nawiązań religijnych jest tu zresztą bardzo dużo. To też charakterystyczne, bo po roku 1949 znikną one w zasadzie zupełnie z książek dla dzieci, jako zbyt mało postępowe i siejące fanatyzm religijny.

Mnie urzekł opis w drugiej godzinie snu Pyzy obraz przygotowań do Świąt Wielkiej Nocy, jakie toczą się w jednym z domów sarmackiej Warszawy.

Zajęta przygotowaniami mama gniewa się na swoje dzieci, które nie mogą się doczekać pieczenia ciast:

"Modlić się to nie łaska?

Spójrzcie: Jezus z obrazka

pogląda dumający

Pan Jezus bolejący- "

A dzieci ( jak to dzieci ) zgodnie chórem wołają: " - Myśmy się już modlili"

Mama zaczyna więc rytuał świątecznego pieczenia:

" - W imię Ojca i Syna -

Oto się wypiek zaczyna.

"In nomine Patris et Filii

będziemy ciasto miesili."

A do pomocy staje imć Szaławiła - chwat nad chwaty i żołnierz, choć już po miodzie u Fukiera :-) , który wyrobił "złote baby, przekładańce, 100 mazurków, śmigły sękacz" i śliczniutką Pyzulę. Wszystko wkoło radośnie zaśpiewało:

"Zmartwychwstania tajemnicę.

Alleluja - rynku stary!

Alleluja - wieże Fary

Grzmij, Zapiecku! Graj, Podwale!

Chrystus Pan zmartwychwstał w chwale!"

Zachwyciła mnie ta mała książeczka. Często słyszymy, że z najmłodszymi trudno jest rozmawiać o ciężkich  tematach. To wydanie Pyzy zdecydowanie przeczy tej teorii.  

A może koś z czytelników tu zaglądających podrzuci mi jakieś tytuły?

 

 

 


12:30, oldbook
Link Dodaj komentarz »
Spis moli