RSS
poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Bohaterem kolejnego wpisu chciałam uczynić Artura Oppmana, czyli Or-Ota, który napisał słynne "Abecadło wolnych dzieci".

Zaczęłam przeglądać jego biografię. Napisał wiele wspaniałych bajek dla dzieci, ale moją uwagę przykuła książeczka "O Jasiu Dręczycielu, Józiu Gapicielu, O Cesi Cmokosi i poparzonej Zosi." Zbiorek wierszyków, o tym, co się dzieje, gdy dzieci dręczą zwierzątka, bawią się zapałkami, wpadną do stawu itp.

  To w zasadzie wolne tłumaczenie bardzo popularnych w XIX wieku wierszyków dla dzieci niemieckiego psychiatry Heinricha Hoffmana. Hoffman w swoim zbiorku "Struwwelpeter" przestrzegał dzieci przed złym zachowaniem ukazując tragiczny finał niektórych zabaw dziecięcych. Jego książeczka cieszyła się wielkim powodzeniem wśród rodziców i doczekała się ponad 500 przekładów. W Polsce ukazała się już w XIX wieku, ale o dziwo chyba nie miała tak szerokiego oddźwięku jak w innych krajach Europy. Bibliografia międzywojenna podaje tylko 2 wydania w tłumaczeniu W. Nowakowskiego pt. "Złota różdżka: czytajcie dzieci, uczcie się, jak to niegrzecznym bywa źle. Staś Straszydło.", przy czym drugie wydanie było już w serii "Tanich książek."

Natomiast bardziej swobodna interpretacja tych wierszy w wydaniu A Oppmana spotkała się z ostrą krytyką np. pisarki Haliny Górskiej:

"Pytam więc czy nie byłoby lepiej, ażeby ów krawiec nie mogący znieść palców zajętych niewłaściwą robotą, zamiast obcinać palce niewinnej małej Cesi, obciął je autorowi piszącemu te niedorzeczności, rozstrajającemu nerwy tysięcy dzieci. I czy wicher topiący niegrzecznych chłopców, wychodzących z wziętym bez pozwolenia parasolem, nie postąpiłby dalece rozsądniej, topiąc w stawie niektórych pisarzy w chwili, gdy udają się ze swymi rękopisami do wydawcy ( za www.natkaszerbatka.pl )." 

Tzw. pruska dyscyplina nie była u nas zresztą u nas zbyt popularna,o czym pisała też w swoich książkach Maria Buyno-Arctowa, wskazując na model już bardziej nam bliski - wyrozumiałości i cierpliwości, podkreślając  zalety ciekawości i otwartości na świat w edukacji młodego człowieka.

Po drugiej wojnie model wychowania zaczął jeszcze szybciej ewoluować, aż ku swojej karykaturze - słynnemu bezstresowemu wychowaniu i nawet ku łagodzeniu zakończeń zbyt drastycznych bajek i baśni, aby nie przerażać i stresować naszej dziatwy.

Ale historia lubi być przewrotna i zaskakiwać i to dziś te dzieci i młodzież zaczytują się seriami o wampirach, adeptach czarnej magii, a w świecie popularnych sag fantazy trup ściele się gęsto. A rodzice zastanawiają się skąd u nich takie dziwne zainteresowania i dyskretnie odwracają wzrok, na co straszniejszych scenach "Harrego Pottera" lub "Władcy Pierścienia".

Ocenzurowali ich bajki i dzieciństwo ze strachu, z lęku, a oni gdy podrośli sami fundują sobie niespotykaną dotąd dawkę ciemnych, mrocznych emocji.

Dlaczego??? 

 

00:48, oldbook
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 kwietnia 2016

Oczywiście groźna i niebezpieczna dla komunistów - Kazimiera Iłłakowiczówna.

Sekretarka to chyba też niewłaściwe słowo, dziś pewnie byłaby określana rzecznikiem lub asystentką wtedy najważniejszej osoby w Polsce - Marszałka Józefa Piłsudskiego. Pisarka, studentka Oxfordu i UJ, początkowo zaangażowana feministka ale zawsze głęboko religijna, uczestniczka I wojny światowej. Po powrocie do kraju w 1947 zabroniono jej nawet zamieszkania w Warszawie i osiedlono w Poznaniu. Ta nietuzinkowa kobieta ze względu na swój przedwojenny życiorys mogła poświęcić się tylko tłumaczeniom i pracy korepetytorki. Wydawana niechętnie i sprowadzana do banalnych utworów jak np. "Portrety imion".

Na listę proskrypcyjną trafiły przede wszystkim utwory poświęcone Marszałkowi. "Ścieżka obok drogi" - cykl gawęd o Piłsudskim, "Wiersze o marszałku Piłsudskim", "Wiersze wybrane 1912-1947" ale również "Ballady bohaterskie", "Opowieść o moskiewskim męczeństwie" i "Rymy dziecięce".

Nadal trudno w antykwariatach czy na aukcjach kupić te książki. Mnie najbardziej zaintrygowały te "Rymy dziecięce" - co za niebezpieczne treści ideologiczne w sobie niosły?

Początek jest niewinny. To zwykłe wierszyki dedykowane Romikowi Morawskiemu o porach roku, rycerzach, ptaszkach i zwierzątkach.

Ale druga część jest dedykowana "Dla lalki i Krzysi Czerwijowskich". I zaczyna ją wiersz pt. "Bolszewicy":

Bolszewicy, bolszewicy

węszą, tropią na granicy:

jeden się zamierza

na polskiego żołnierza;

drugi się przybliża,

siekierą sięga krzyża;

trzeci się przechwala

nasz dom w Żyszczyńcach podpala.

A dalsze wiersze też same mówią za siebie. "Przyjazd wygnańców":

Stałyśmy, bardzo zmęczone drogą,

w całym pałacu nie było nikogo;

Lalka była senna, rozczochrana.

Mama poszła do pana Mana,

który się rozgniewał,

bo się nas nie spodziewał.

I jeszcze wstrząsający "Pogrom w Płoskirowie":

Przychodziły żydzięta w same święta.

Skarżyły się, płakały, 

że rodziców nie miały.

Pozabijali źli żołnierze, obcy zbóje

i Rufkę i Ryfkę i Sarę i Łuję

i Szlomę i Icka i dobrego Jankiela!

Nie śmie żadne iść dalej, każdy do nich strzela.

Weźmiemy małą Salcię do łóżka,

dla Małki będzie poduszka.(...)

Trzeba im dać jeść i pić, bo tak się godzi.

A zbójców Bóg zabije! i żydów biednych nagrodzi."

A dalej już na szczęście zwykłe problemy małej dziewczynki z lalką i innymi zabawkami.

I jeszcze może jeden wiersz, który kojarzy mi się chyba z Kernem:

"Czy zdrowa pani Krowa,

czy nie boli ją głowa?"

"Bardzo Krzysi i Lalce dziękuję,

nie nadto dobrze się czuję!"

Pastwisko jest nie blisko

i folwark stoi u wody za nisko.

Kiedy się kto robi stary

szkodzą mu spacer daleki i zimne opary."

A dodatkową atrakcją tego tomiku są piękne i bardzo nowoczesne jak na lata 20-te XX wieku ilustracje Zofii Stryjeńskiej.

 

 

 

18:37, oldbook
Link Dodaj komentarz »
Spis moli