RSS
wtorek, 22 marca 2016

Jeśli Komiks przedwojenny dla dzieci, to oczywiście musi być klasyk tego gatunku czyli Kornel Makuszyński.

Razem z ilustratorem Marianem Walentynowiczem stworzyli duet, któremu zawdzięczamy przede wszystkim popularnego i dziś Koziołka Matołka. Ale to nie wszystko. Wydali jeszcze przed wojną "Awantury i wybryki małpki Fiki-Miki" ( 3 księgi ) i cykl opowieści komiksowych inspirowanych legendami polskimi. Ukazały się 2 części : O wawelskim smoku i Wanda leży w naszej ziemi w 1938 roku. Makuszyński, jak wynika z samego komiksu planował jeszcze zeszyt o Piaście-Kołodzieju i Twardowskim-Czarowniku, które nie ukazały się pewnie ze względu na wybuch wojny.

Po wojnie ten jeden z najpopularniejszych pisarzy 20-lecia nie cieszył się łaskami nowej władzy. Druk wielu książek blokowano a komiksy musiały zostać przerobione zgodnie z wytycznymi nowej władzy, o czym wcześniej już pisałam.

 

Dziś parę rysunków z komiksu "O wawelskim smoku". 

 

 

 

 

 

 

18:43, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 marca 2016

Każdy chyba pamięta z dzieciństwa wierszyki Ewy Szelburg-Zarembiny, A...a, kotki dwa, Idzie niebo ciemną nocą, wierszyki o zwierzętach.

Mało jednak osób wie, że poetka pisała również przed wojną piękne wiersze i opowiadania religijne dla dzieci. Jeszcze przed wprowadzeniem socrealizmu w literaturze, w 1947 zdążyła opublikować w prywatnym wydawnictwie Gebethnera i Wolfa tomik wierszy religijnych pt. "Niedziela". Jednak nie uszło to uwadze cenzorom i w wykazie z 1951 roku umieścili również ten tomik. 

Oprócz tego na listę trafily tytuły: "Lulajże Jezuniu" z pięknymi ilustracjami Anny Gramatyki-Ostrowskiej, "Dom wielki jak świat", W noc Bożego Narodzenia" i "Tajemnica Czeremoszu".

Poetka poszła na kompromis z władzą ludową i porzuciła "tematykę dowocyjną". Pisała dużo, była nawet chętnie wydawana w wysokich nakładach, otrzymywała nagrody państwowe, zaangażowała się w budowę "Centrum  Zdrowia Dziecka".

Religijne wątki zostały zastąpione nawiązaniami do folkloru. Ot, taka mała różnica, zupełnie niedostrzegalna, chyba że przez badaczy jej biografii.

Mam jej kilka tych wcześniejszych książeczek. Bardzo żałuję, że nie są znane dzieciom, bo są pięknie i wzruszająco napisane. Bez patosu religijnego, tak irytującego często w książeczkach dla dzieci.

"Boży roczek" wydany przez "Bluszcz" to krótkie opowiastki o biednych i pokrzywdzonych zwierzątkach oraz odkrywaniu i dostrzeganiu wrażliwości na dary przyrody.

Ja najbardziej lubię opowieść, skąd się wzięły "kotki" na wierzbach. To Pan Jezus ulitował się nad biedną kotką, której ludzie potopili malutkie kocięta. Zrozpaczona kocia-mama szukała ich nawet w niebie. Tam wysłuchał jej skarg Jezusek i raz w roku na starych wierzbach, zatopione małe kotki znów ożywają w swoich szarych, puszystych futerkach.

"Ludzie patrząc na nie myślą o dobrym Panjezusku, który pomógł biednej burej kotce i czują, że też powinni być dobrzy dla wszystkich bożych stworzeń."

A z tego małego zbiorku dowiecie się jeszcze, dlaczego pajączki są nieszczęśliwe, wilcze oczy świecą w nocy, a przylaszczki kwitną właśnie na Wielkanoc.

"Niedziela" to również wydarzenia roku liturgicznego, ale tu ujęte w formę krótkich wierszyków. Już same tytuły mówią za siebie: "W palmową niedzielę", "Cukrowy Baranek", "Maliny św. Jana", "Procesja Bożego Ciała", "Na pasterkę", "Trzej króle jechali" oraz wierszyki o świętym Franciszku, św. Reginie i św. Urszuli.

Przed nami Wielkanoc, więc przeczytajcie swoim dzieciom lub wnukom ( a może nawet nauczcie na pamięć, bo szkoda, aby przepadł w mrokach niepamięci ) wierszyk pt. "Cukrowy Baranek":

Cukrowy baranek

ma złociste różki.

Pilnuje pisanek

na łączce z rzeżuszki.

 

A gdy nikt nie patrzy

chorągiewką buja

i cichutko meczy

święte "Alleluja!"

 

 

 

 

 


12:23, oldbook
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 marca 2016

Ostatni wpis zainspirował mnie do ponownego przekartkowania "Czasów wojny" Ferdynanda Goetla. Może kilka cytatów z tego błyskotliwego pisarza zachęci kogoś do przeczytania jego książek.

O Sowietach:

"Tamta okupacja ( niemiecka) uczyła świat, jak trudno narzucić coś Polakom gwałtem. Ta (radziecka) uczy jak łatwo wziąć nas na obrożę schlebiając i udając przyjaźń."

"Narzędziem (rewolucji komunistycznej w Polsce ) stanie się inteligencja. Awangardzistami odstępstwa i zdrady staną się pisarze. Gorliwość, z jaką będą się wysługiwać zaborczej propagandzie, wyciśnie na nich piętno hańby, niespotykane w dziejach polskiego piśmiennictwa. "Dół" okaże się o wiele więcej odporny. (...) Na "czystki" przyjdzie czas. Chodzi przecież o "spontaniczność" odruchu czy jej pozory. Czołówka zbuntowanych mamisynków, oświeconych z nagła pięknoduchów, profesorów, którzy wreszcie przejrzeli, rzeczników wolności robi wyłom w powściągliwej opinii reszty inteligencji."

Jako przykład takiego postępowania Goetel podaje spotkanie prof. Kutrzeby ze Stalinem. Stalin przyjął go z wielkimi honorami i nawet zgodził się na utworzenie w Polsce stronnictwa katolickiego, ale nie udało się to prof. ze wzgl. na opór polskich komunistów. "Chytry ojczulek Stalin" powtórzył tu swoją gierkę łaskawego i wyrozumiałego człowieka, którego najlepsze chęci paraliżuje zła wola podwładnych. I zdiwiłby się, gdyby Kutrzeba miał okazję mu się poskarżyć, tak jak dziwił się nie mogąc dowiedzieć się, gdzie są oficerowie polscy ( zamordowani w Katyniu ), których poszukiwał na równi z Sikorskim."  

Jak widać i dziś można się wiele rzeczy nauczyć czytając Goetla.

O polityce ZSRR i reakcji świata:

" (Po procesie moskiewskim członków polskiego rządu), po 17 września 1939 roku, po zsyłkach, Katyniu, Teheranie, Jałcie, powstaniu warszawskim reakcja jest już niewielka. Monstrualne okoliczności procesu w Moskwie sprzyjały tylko zobojętnieniu. Im większe bowiem, im bezczelniejsze oszustwo, tym mniejsze współczucie dla tego, kto się dał oszukać."

A to fragment relacji z Katynia":

"Wynoszą wskazanego przez nas trupa. Rosły, barczysty człowiek z emblematami rotmistrza. Mundur niezniszczony. Buty prześliczne, "warszawskie". Twarz: woskowa maska. Coś kurczy się w nas i drży, gdy profesor odłącz głowę od ciała i skalpuje ją, aby ukazać na wlot kuli w tyle głowy. A teraz nożyczki tną mundur i poszukują papierów. Są. Poklejone, nadżarte jadem, mało czytelne. Wśród nich kartka z adresem wysyłającego:

"Zielińska.... Powiat Grodziec i dalej "Drogi mężu..."

"Stara nieugięta wiara Polaków w czystość gry i siłę moralnych założeń Zachodu. (...) Rozciągłości tego wydarzenia nie rozumieliśmy także i my, których idealistyczny samobójczy entuzjazm Polaków przerażał. Bo przecież nikt jeszcze nie przewidywał, że zerwanie stosunków z Polską z przyczyny tak ponurej jak sprawa katyńska, jest tylko pierwszym krokiem na drodze likwidacji sprawy państwa polskiego przez wszystkich jego sprzymierzeńców, a odżegnanie się od Katynia stanie się świadectwem nędzy moralnej całego zachodniego świata. "Zginęli, aby Polska istniała (...), ale Polska związana z tymi prochami, miała istnieć jako widmo, spędzające z oczu sen bezpieczny."

Jest też w tej książce szczegółowa relacja ze spotkania Goetla z naocznym świadkiem Katynia - chłopem z Gniazdowa Iwanem Kriwozercowem, któremu udało się uciec przed NKWD. Szukając schronienia u aliantów, był traktowany przez nich jak obłąkany. W końcu trafił do Armii Andersa we Włoszech. Jak napisał Goetel "przywrócił mu zachwiana już wiarę w poczucie humanitaryzmu, zawarte w duszy rosyjskiego ludu. Pił. Niósł w sobie rozpacz, trawiącą go nieustannie. Nie wiedziałem jeszcze, że kiedyś zginie na terenie Anglii w tajemniczych okolicznościach."

A na koniec refleksja o Polsce:

"Otwarto nam prawo do obywatelstwa wszystkich niemal państw, prócz swego własnego. W ten sposób mamy zostać wynarodowieni w nagrodę za utratę niepodległości naszego państwa.

Być Polakiem nie jest to wielka rzecz, jak nam się wydaje. Ale przestać nim być znaczyłoby przestać być człowiekiem."

 

ps. Na liście niemieckiej był zarówno "Kar-Chat" jak i "Pod znakiem faszyzmu."

Jak widać oba totalitaryzmy nie różniły się tak bardzo, jak nas uczono przez wiele lat i często miały wspólnego wroga.

15:55, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 marca 2016

Dziś powrót do lektur dla dorosłych czytelników.

Wróg chyba nr 1. No może nr 2 na listach cenzury komunistów - Ferdynand Goetel.

Zakaz był tak restrykcyjny, że pierwsze jego książki zaczęły się ukazywać dopiero po 1990 roku - był to tzw. "zapis na nazwisko". Cenzorzy w Polsce ( oprócz Mysiej w każdym mieście wojewódzkim był osobny Urząd Cenzury ) kontrolowali, aby nie tylko nie wydano jego książek , ale nie mogła ukazać się o nim żadna wzmianka, nawet w drukach ulotnych jak choćby nekrologi czy afisze teatralne.

Czym zasłużył sobie na tak długą banicję i usuwanie z resztek pamięci Polaków?

Przede wszystkim był świadkiem międzynarodowej komisji Czerwonego Krzyża w Katyniu w 1943 roku. To  między innymi on był oddelegowany przez rząd londyński i jako pierwszy widział masowe groby polskich oficerów. Brał udział, wtedy jeszcze wspólnie z hitlerowskimi Niemcami, w pierwszych ekshumacjach. Nie miał wątpliwości, kto dokonał tej straszliwej zbrodni i taki raport złożył do Londynu( później zeznawał w 1952 roku przed komisją kongresu USA ). Ale gdy realia polityczne odwróciły się i to sowieci "wyzwolili" Polskę, musiał ponieść konsekwencje tej wiedzy. Już w 1945 w Krakowie ruszył przeciwko niemu pokazowy proces, w którym był oskarżony o kolaborację z Niemcami.

Sprawa wydawała się prosta do uzasadnienia Goetel przecież wg. komunistów już przed wojną sympatyzował z hitlerowcami, o czym miała świadczyć jego książka "Pod znakiem faszyzmu" ( a sam z pochodzenia po ojcu też był Niemcem ) . 

Ale sprawy w śledztwie się skomplikowały - Goetel, po prawie pól rocznym ukryciu w zamkniętym klasztorze na Bielanach, zdołał uciec za granicę. A prokurator Roman Martini prowadzący sprawę,  chyba też nabrał pewnych wątpliwości, co do samej winy oskarżonego. Jego los był równie tragiczny jak pisarza. Doktor nauk prawniczych Martini został zasztyletowany  w swoim mieszkaniu, zaledwie 2 miesiące po swoim ślubie, rzekomo przez zazdrosnego "narzeczonego " swojej kochanki.

Sprawę zakończono zarzucając Goetlowi kolaborację z Niemcami, a wersja o odpowiedzialności Niemców za sprawę Katynia była utrzymywana praktycznie przez cały PRL. Swoje wspomnienia z tego okresu zamieścił w pamiętniku "Czasy wojny" - wydanym juz na emigracji w Londynie.

 

Wróćmy do samego pisarza. Czy dziś warto zadać sobie trud i szukać jego książek?

Po 100-kroć warto!!! A dla miłośników cracovianów, Młodej Polski i taternictwa to powinny być pozycje obowiązkowe.

Moja przygoda z Goetlem zaczęła się od powieści "Nie warto być małym" - to panorama młodopolskiego Krakowa na początku XX wieku. Spacery Plantami, zawirowania miłosne i światopoglądowe tuż przed wybuchem I wojny, artyści i biedni studenci. Czuje się w tej powieści jeszcze aurę starej konserwatywnej Galicji, która za chwilę ustąpi nowym rewolucyjnym czasom i młodym bohaterom. Stary krakowski Żyd i jego wnuczka, rosyjski urzędnik o polskich korzeniach, syn prostego chłopa, któremu udaje się skończyć studia, córka postępowej "socjalistki" i  prostytutka - wszyscy działają i czekają z nadzieją na wolną Polskę. Co im przyniesie? My z perspektywy lat wiemy, że nie tylko nadzieję.

Podobny  wspomnieniowy charakter ma pamiętnikarska opowieść "Patrząc wstecz". To znów przede wszystkim Kraków z młodości pisarza, ale też jego fascynacja taternictwem i górami. Pierwsze zachwyty i rozczarowania młodości. Szczególnie w tym tomie widać tę jego nieposkromioną naturę, której owocem była tak ciekawa biografia. To z niej i z wydarzeń historycznych, których był świadkiem czerpał materiał do swoich książek. A w połączeniu z jego wrażliwością na naturę i drugiego człowieka oraz lekkością stylu, powstawały książki niezwykłe i nawet po latach świetne w odbiorze.

Zajrzycie do "Kar-Chata", a rewolucja bolszewicka nie będzie już dla Was obrazami z Doktora Żywago, a nieskończoną bielą śniegu w stepach środkowej Azji, która może zesłańcowi przynieść śmierć lub wyzwolenie.

 

 

Zdjęcia pochodzą ze strony AGH, na której zorganizowano wystawę poświęconą braciom Goetlom. ( Tu Ferdynadn Goetel 1-szy z lewej a w Katyniu 3-ci z lewej )

 

A to okładka jednaj z powieści w wersji włoskiej ( do przedwojennych wydań angielskich wstęp pisał Chesterton i John Galsworthy )

17:46, oldbook
Link Dodaj komentarz »
Spis moli