RSS
wtorek, 29 listopada 2016

O Marii Konopnickiej było w ostatnim czasie głośno ze względu na doszukiwanie się w jej życiorysie wątku lesbijskiego. Świetny pomysł na promocję książki - choć faktów w niej mało, raczej same domysły. Dla jednych będzie kryształową postacią - autorką Roty, dla innych jedną z pierwszych wyzwolonych kobiet, która bezkompromisowo poszukiwała własnego szczęścia i spełnienia.

Dla mnie pozostanie autorką pierwszych bajek i wierszyków znanych z dzieciństwa. To ona w literaturze polskiej rozpoczęła "stulecie dziecka" i zrobiła to przed 1900 rokiem.

Pierwsze jej utwory dla dzieci powstały na prośbę wydawcy Arcta, który zauważył, że książeczki dla dzieci zaczynają świetnie się sprzedawać w Anglii, Niemczech i Francji. Aby biznes był opłacalny pod koniec XIX wieku stosowano metodę "pisania pod ilustracje":

"Gdy idzie o książeczkę ozdobniejszą, droższą, nasz księgarz kupuje klisze zagraniczne, powołuje do napisania tekstu literata... i tak powstają prawie wszystkie nasze wydawnictwa obrazkowe, zawsze niestety pozbawione swojskości"

Wg. badacza J. Cieślikowskiego Arct długo namawiał Konopnicką do tej pracy, przekonały ją ostatecznie angielskie wydawnictwa z ilustracjami Kate Greennway czy Waltera Crane. Ilustracje dostarczył i powstały w 1889 roku "Wesołe chwile".

Konopnickiej udało się wyjść poza schemat ilustracji opierając się na polskim folklorze, żywym rytmicznym języku, skupiając się nad elementami polskiego krajobrazu a przy tym wszystkim zachowując niezwykły zmysł obserwacji dzieci i zrozumienia ich bogatego wewnętrznego świata.

Inspiracje ( oprócz ilustracji oczywiście ) czerpie z codziennego życia - stąd wyraźne grupy tematyczne wierszyków: zabawy dziecięce, ich relacje ze zwierzętami, dzieci na wsi, przy pracy, pory roku, wiara i święta.

Talent pisarki sprawił, że  otrzymaliśmy kanon, który zostaje z nami przez następne pokolenia. Niestety trochę inaczej wygląda to w jej słynnej baśni "O krasnoludkach i sierotce Marysi". Ta piękna baśń, odchodzi w zapomnienie. Przyczyną jest nie jej zdezaktualizowana treść, lecz zbyt trudny, wręcz archaiczny język. To moim zdaniem, wina zbytniego puryzmu. Wydawcy nie chcieli uwspółcześniać języka pisarki, narażając się na zarzuty deformowania dzieła. Efekt, umiera samo popadając w czytelniczą niepamięć.

Ale krótkie wierszyki znają nadal i babcie i wnuki. 

A jaki jest Wasz ulubiony utwór Konopnickiej:

"Na jagody", "O Janku Wędrowniczku", "Stefek Burczymucha", "Zła zima", "Patataj", "Przygoda z lalką", " Na zasadzce", "Prośba Filusia", Pranie"?

 

"Na zasadzce"

Chłopcom zawsze bójka w głowie.

Zeszli się raz gdzieś w parowie:

Janek z trąbką i z szabelką,

Mały Kazik z pałką wielką,

I Zygmuntek wystrojony

W piękny hełm z lejka zrobiony".

Wnet zaczęła się narada:

- Jak bić wroga? Jak mu szkodzić? (...)

Lecz w tym była trudność cała,

Której przyczyn nie dochodzę,

Że tak, jak ich trójka stała,

Wszyscy byli sami - wodze."

A żołnierze? Co żołnierze!

Niech żołnierzy licho bierze! (...)

 

 

A to już przykład okładki po 1918 roku z ilustracjami Antoniego Gawińskiego

 

A to okładka Molly Bukowskiej 

 

 


 

12:09, oldbook
Link Dodaj komentarz »
Spis moli