RSS
czwartek, 28 czerwca 2018

Dzisiejszy bohater to Zygmunt Nowakowski.

Wiedziałam, że był na komunistycznym spisie książek zakazanych, ale przez długi czas żadna z jego książek nie wpadła mi w ręce. I nagłe odkrycie : "W pogoni za formą" wydane w 1934 roku.

Pochłonęłam jednym tchem! Ta niewielka książeczka, to zbiór felietonów, które autor opublikował w prasie po swojej podróży do Moskwy. I mimo że zastrzega, że te jego impresje mają bardzo powierzchowny charakter, jednak w świetny sposób oddają absurdy tworzonego wtedy dopiero "komunistycznego raju". Dużo tu humorystycznych, z perspektywy czasu, spostrzeżeń, jednak znając finał tego totalitaryzmu, uśmiech zamiera na ustach.

Mną chyba najbardziej wstrząsnęły jego opisy spotkań z polskimi komunistami, z którymi tak jak z Karolem Radkiem czy Jasieńskim znał się prywatnie ze studiów Krakowa.

"Złożyłem wizytę polskim poetom-komunistom, Jasieńskiemu i Standemu. Przyjęli mnie bardzo serdecznie i zastawili tak propagandowe śniadanie, że od dawna nie widziałem tylu dobrych rzeczy na kupie. Rozumiem język rzeczy martwych, a ten stół grzmiał całą mową agitacyjną i obstrukcyjną zarazem. Znalazł we mnie chętnego słuchacza. Uginał się pod ciężarem kawioru, bieług, jesiotrów, łososi itd. Po prostu towarzysze ryby wszystkich krajów łączcie się! Istna wolty...wyżerka. (...) I nastrój życzliwy, a rozmowa interesująca. Tylko że w mieszkaniu psie zimno. (...) Para idzie z ust. Mam ochotę powiedzieć : "Towarzyszu Jasieński, palicie Paryż, ale nie palicie w piecu" ( str 18/19 )

"O Karolu Radku (n.b. cóż to za fenomenalna inteligencja! Cóż za łeb! I Jaka przy tym skromność, jaka prostota!) - otóż o Radku mówią, że w Izwiestwiach i Prawdzie zarabia dosłownie, ile zechce. Ale podobno wszystkie pieniądze wydaje na partię. (...) Byłem u Radka na przemiłej, studenckiej herbacie. (...) Mieszkanie ma do pozazdroszczenia. B. Jasieński kontentuje się dwiema klitkami, u Radka zaś zdążyłem zobaczyć sprą bibliotekę i olbrzymią pracownię. Nadto byłem w jadalni, umeblowanej wcale pięknie staremi meblami. ( Zresztą i u Jasieńskiego piliśmy koniak z kieliszków ozdobionych skromnie koroną i cyfrą "Mikołaj II". (...) Nie brak i służącej, zresztą także Polki. Mówiąc o niej, Radek zaciął się jakby i poprawił i poprawił na zwrot bardziej odpowiedni, mianowicie "pracownica domowa". Trochę to dłuższe i mniej wygodne, ale nie należy się upierać przy drobiazgach. (...) Zresztą w ciągu przyjemnej rozmowy sam Radek dał folgę szczerości i przyznał mi rację, mówiąc, że uważa za absurd, aby ludzie kiedykolwiek mogli być sobie absolutnie równi... Mam wrażenie, że na dobrą sprawę nie byłby on daleki od pokutującej u nas teorii elity."

A Stande tak określił swoją fascynację komunizmem: "Żyjemy wiarą, której wy nie macie. Dusicie się, a przed nami jest przestrzeń."

Jak ta wiara i zauroczenie zakończyła się, dowiedzieliśmy się dopiero po upadku ZSRR.

W ramach tzw. "akcji polskiej" zostali oskarżeni w 1937 przez NKWD o szpiegostwo.

Bruno Jasieński i Stanisław Stande zostali rozstrzelani po procesie, Karol Radek "ułaskawiony" i skazany na 10 lat łagru, został zamordowany w 1938 przez współwięźniów.

Tragiczny epilog, który dopisało życie. Zresztą Nowakowski, jako krytyk komunizmu i Hitlera, po wybuchu wojny musiał uciekać za granicę. Do Polski i swojego ukochanego Krakowa nigdy nie powrócił. 

17:21, oldbook
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 kwietnia 2018

A w każdym razie jedna z prekursorek filmu w Polsce. Zofia Dromlewiczowa.

Do niedawna kojarzyłam jej nazwisko głównie jako autorki licznych książek dla dzieci.

Musiała być jednak kobietą nieprzeciętną, gdyż fascynowały ją głównie najnowsze technologie ( jakbyśmy dziś określili ) - lotnictwo i kino.

Popularną w XX-leciu tematykę lotniczą podjęła w takich książkach jak "Chcę zostać lotnikiem", "Rycerze przestworzy", "Siostra lotnika", "Skrzydlata flota".

Niestety nie udało mi się dociec, czy Andrzej Dromlewicz - polski pilot z dywizjonu 308 to jej syn i czy właśnie dzięki niemu tak dobrze poznała tematykę lotnictwa. Jeśli ktoś z czytających ma takie informacje - będę bardzo wdzięczna za info.

Ale dziś Zofia Dromlewicz jako miłośniczka i ekspert filmowy.

Była jedną z pierwszych recenzentek filmowych. W czasopiśmie "7 Dni" prowadziła cykl pt. Encyklopedia Filmowa.

Była pierwszą w Polsce kobietą - realizatorką filmów krótkometrażowych. Razem z reżyserem Ryszardem Biske prowadziła pracownię filmu artystycznego. Napisała scenariusze do filmów w jego rezyserii - w 1924 roku do filmu "Miodowy miesiąc", aw 1932 roku do filmu fabularnego pt. "Puszcza".

Fabuła filmu jest nieskomplikowana - polski hrabia prowadzący swobodny tryb życia doprowadzony prawie do bankructwa jest zmuszony powrócić do Polski do rodzinnego majątku. Tu poznaje uroki ojczystej ziemi i zakochuje się...

Muzykę do tego filmu napisał Henryk Wars, w zdjęciach brał też udział zespół cygański.

Ja natrafiłam na książkę Z. Dromlewiczowej pt. " Dwaj chłopcy z filmu", która zawierała zdjęcia z tego filmu oraz zdjęcia z atelier i laboratoriu filmowego "D'Alben Studio" mieszczącego się przed wojną w Warszawie na ul. Wolskiej.

Niestety mój egzemplarz ma tylko kilka fotosów, ale i tak bardzo ciekawych!

Fabuła książki opowiada historię dwóch chłopców, którzy zaprzyjaźniają się przypadkowo w studio filmowym. Biednego Piotrka, którego spełnia funkcje gońca i pomocnika w studio oraz Julka, który początkowo marzy o karierze aktora. Poznając jednak dokładnie produkcję i realizację filmu chce raczej zostać fotografem lub operatorem filmowym.

Mnie zainteresowało, kto faktycznie jest na tych zachowanych fotografiach? Czy to Zofia Dromlewiczowa ze swoim synem? Czy Lilli występująca w książce, to aktorka Liliana Zielińska? Wiele faktów przytoczonych w książce, ma potwierdzenie w fabule "Puszczy". Kim więc był Julek a kim Piotrek?

 

Zofia Dromlewiczowa z synem???

Powyżej zdjęcia z "D'Alben Studio" przy ul. Wolskiej w Warszawie.

Ponizej tzw. werk-fotosy ( zdjęcia podczas krecenia filmu obejmujące oprócz kadru również pracowników planu, widać operatora, wózkowego i osobę podkładającą dźwięk. W książce werk-fotosy podczas choroby fotografa zaczyna robić Julek )

Pamiętacie Adolfa Dymszę i jego "Umówiłem się z nią na 9-tą"? Tak wyglądała tzw. kuchnia pracy w studio filmowym.

"A fotos? - zapytał nieśmiało Julek. Roześmieli się mimiwoli wszyscy razem.(...)

Julek stanął obok Lili, ona objęła go wpół, pan Stefan ich sfotografował." ( str 202 )

Film w reżyserii R. Biske pt." Puszcza" 1932 rok , zdjęcia wykonano w majątku hr. Potockiego na Polesiu, scenriusz Zofia Dromlewiczowa.


czwartek, 29 marca 2018

 Zygmunt Wyrobek "O łakomczuchu, Niejadce i Brudasku".

Wierszyki wyraźnie inspirowane H. Hoffmannem i jego "Struwwelpeter".

Łakomego Kubusia czeka przygoda z garnkiem i na głowie. Widać, że nie tylko Emil ze Smalandii, miał takie przygody.

Hania, która grymasiła przy jedzeniu, najadała się tylko strachu, gdy zrobiła się lekka jak balonik.

Ale to, co spotkało ( na szczęście tylko we śnie ! ) małego Hipcia, to już istny horror. Dosłownie!

Zobaczcie zresztą sami!

 

 

 

 

18:40, oldbook
Link Komentarze (2) »
środa, 14 lutego 2018

 

Piszę głównie o książkach, ale często literatura przeplata się z innymi sztukami. 

Tym razem jedna z autorek ilustracji dla dzieci zaintrygowała mnie swoim filmem animowanym. I to nie byle jakim filmikiem, czy zwykłą bajką, ale od razu animacją nagrodzoną I nagrodą w 1959 roku  Cannes za film krótkometrażowy. 

Halina Bielińska razem z Włodzimierzem Haupe jest autorką scenaiusza, reżyserką i dodatkowo sama wykonała scenografię. 

O Halinie Bielińskiej - Kruger jako ilustratorce przedwojennych bajek napiszę wkrótce.

A tymczasem obejrzyjcie filozoficzną i bardzo przenikliwą bajkę z dawnych lat, trochę kojarzącą się mi z klimatem "Starszych Panów"   ( młodszych zresztą o całą dekadę ) :

22:04, oldbook
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 października 2017

Dziś zabawa z cyklu znajdź różnice:

 

 

 

 

 

Lokomotywa J. Tuwima, czyli klasyka bajek dla dzieci zilustrowana przed wojną przed spółkę grafików z Łodzi Jana Lewitta i Jerzego Hima i po wojnie w 1953 roku przez J.M. Szancera.

 

 

Lewitt i Him to kolejne dwa nazwiska znane w Polsce tylko wąskiej grupie miłośników książek. A z pewnością zasługują na szerszy rozgłos. Obaj wyjechali z Polski w 1937 roku na wystawę w Londynie i zachęceni uznaniem, które tam zdobyli postanowili nie wracać do kraju.

W Polsce znani byli z nowoczesnych reklam, głównie medykamentów, w których wykorzystywali humor i zabawne skojarzenia. Projektowali również plakaty i ilustracje książkowe. 

Dla dzieci zaprojektowali elementarz hebrajski oraz wspomniane już wiersze Tuwima - Lokomotywę, Ptasie radio i Rzepkę, w których zaproponowali małym czytelnikom nowoczesną, modernistyczną grafikę. 

Po wybuchu wojny pracowali dla polskiego rządu w Londynie. Później zdobyli kontrakty reklamowe na kampanie dla American Airlines i firmy Schweppes. Nadal często ilustrowali książki. Wspólną pracę jako Studio Lewitt-Him zakończyli w 1954. Jan Lewitt już jako Le Witt zajął się scenografią teatralną, malarstwem i pisaniem książek. Jerzy Him współpracował  rządem izraelskim,organizując między innymi wystawy Warsaw Ghetto.

Mnie najbardziej zauroczyły ich ilustracje do bajek, które w Wielkiej Brytanii znów są wznawiane.

 

 

 

 

 

 

17:12, oldbook
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 czerwca 2017

Kolejny raz próbuję wpisać i edytować tekst o Stefanie Norblinie - mało znanym w Polsce.

Niestety teksty wpisywane nie zapisują się.

Krótko - fascynujące i niestety tragiczne życie i piękne prace znane tylko nielicznym. Szczególnie te zrealizowane na zlecenie Maharadży w Indiach.

Norblin zaprojektował dla jednej z największy i najpiękniejszych rezydencji na świecie - meble, monumentalne malowidła ścienne, które do dziś robią wrażenie swą nowoczesnością ( np. aranżacja podziemnego basenu).

Pałac Umald Bhavan znów przeżywa swój okres świetności. Tu spędzają urlop największe gwiazdy - Madonna, Sting, Mick Jagger czy Brad Pitt.

Większości z nas muszą pozostać zdjęcia prac - naszego jednego, z wybitniejszych przedstawicieli art-deco, w PRL- określanego z nonszalancją jako przedwojennego "portrecisty bogatego mieszczaństwa i elity rządzącej".

 

 

 

 

 

12:24, oldbook
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 kwietnia 2017

Wielkanoc za nami. Dla jednych najważniejsze święta, dla innych to te mniej ważne. Ot taki przedłużony weekend. Baranka zastępuje wszechobecny zając. Taki znak czasu. Ale czytam wiersze dla dzieci Konopnickiej i ze zdumieniem widzę, jak mało w tradycyjnym świętowaniu jednak się zmieniło. Może tylko Śmigus Dyngus nie jest już taki huczny i barwny jak z ilustracji np. Stryjeńskiej.

Jutro będzie Wielkanoc,

Babki w piec już wsadzone,

Gotują się kiełbasy,

I mieć będziemy święcone.

 

Najpierw obrus bielutki

Mama na stół położy,

Na nim stanie pośrodku

Ten Baranek, Ten Boży.

 

Chorągiewka czerwona

A zaś kijek złocony,

Babka jedna i druga

Z każdej będzie stać strony

 

Potem szynka ogromna

W niej borówka zatknięta,

Na znak, że to radosne

I wiosenne są święta.

 

Jajkiem będziemy się dzielić

Wszyscy w domu z kolei

Życzyć sobie pociechy

Życzyć sobie nadziei.

 

 

 

 

 

10:58, oldbook
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lutego 2017

O tej książce dowiedziałam się przypadkiem, a powinna być lekturą obowiązkową!

Dla kogo obowiązkową? Przede wszystkim dla polityków zajmujących się sprawami międzynarodowymi i stosunkami z Rosją.

Może gdyby prezydent Obama znał ją, nie doszło by do słynnego resetu i późniejszych tragicznych wydarzeń na Ukrainie?

Skąd taki polityczny wątek na blogu? 

To refleksje po lekturze książki wydanej w 1948 roku w USA przez Arthura Bliss Lane - ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce w latach 1945-1947 pod tytułem - "Widziałem Polskę zdradzoną" ( I saw Poland betrayed ).

 

A. Bliss Lane jako naoczny świadek przedstawia obraz powojennej Polski z perspektywy rzadko u  nas dostępnej - dyplomaty, który obserwuje stopniowe mechanizmy działania Rosji Radzieckiej, która nie zważając na umowy międzynarodowe, obowiązujące prawo i postanowienia kolejnych konferencji światowych przywódców krok po kroku, konsekwentnie przejmuje władzę w naszym kraju. ( Mechanizm ten zresztą powtarza w innych krajach - Jugosławii, Albanii, Czechosłowacji - na co też zwraca uwagę autor, który zna doskonale specyfikę spraw tego rejonu Europy, bo wcześniej był wysłannikiem USA w między innymi w krajach bałtyckich a później w Jugosławii.

 Jego misją jest doprowadzenie do jak najszybszych wolnych i uczciwych wyborów w Polsce - ponosi w tym względzie porażkę, za którą zresztą obwinia nie tylko ZSRR i nasz marionetkowy rząd z całym stworzonym aparatem terroru w postaci UB, KBW i ORMO, ale również rząd USA, za zbyt ugodową i naiwną politykę wobec komunistów.

" Jesteśmy świadkami, jak nieszczęsna polityka ustępstw wobec ZSRR poniosła i ponosi fiasko, tak jak wobec Hitlera w Monachium.

Jedyną alternatywą jest polityka stanowczości. Musi być ona poparta potęgą militarną - jedynym argumentem przemawiającym do dyktatorów w rodzaju Hitlera czy Stalina. Nie chodzi o wywołanie wojny, chodzi o zachowanie pokoju. Jeśli nie okażemy jasno i zdecydowanie że jesteśmy gotowi bronić naszego kraju i innych narodów, które pragną zachować demokrację, Rosja wkroczy i do Zachodniej Europy i na Bliski Wschód. Potem przyjdzie kolej na kontynent amerykański."

" Pod jednym względem pokonanie Stalina będzie zadaniem znacznie trudniejszym niż walka z Hitlerem.

Stalin dysponuje w wielu krajach znacznie potężniejszą "piątą kolumną" niż Hitler, który miał znikome ilości agentów wśród ludności miejscowej.

Teraz, w wypadku wielu narodów, objawia się grupa obywateli manifestujących wiarę w komunizm wymagający posłuszeństwa przekraczającego granice lojalności wobec własnej ojczyzny.

Z wydarzeń w Polsce i innych krajach Europy Wschodniej wynika jasno, że nic nie zdziałaliśmy naszymi oficjalnymi notami protestacyjnymi.

Stosunek rządu radzieckiego do naszych protestów zilustrować może uwaga, jaka wygłosił Stalin na spotkaniu z grupą polskich komunistów i socjalistów w sierpniu 1946. Radził on Polakom, aby nie przejmowali się naszymi protestami: "Stany Zjednoczone często reagowały na jakieś wydarzenie międzynarodowe z wielkim niepokojem, ale stopniowo zainteresowanie opinii publicznej wygasało i przesłaniało je coś innego. Polakom potrzeba tylko cierpliwości, w swoim czasie rząd amerykański o wszystkim zapomni." 

Bliss Lane ostro wyrażał się o współuczestniczeniu Stalina  w tzw. czwartym rozbiorze Polski i jego początkowej współpracy z Hitlerem.

"Czyż pakt o nieagresji z 23.08.1939 nie umożliwił Hitlerowi rozpoczęcia wojny światowej bez ryzyka, że Niemcy zostaną okrążone?

Gdyby istniały jakiekolwiek wątpliwości co do polityki Stalina wobec Polski, to rozwiała je rosyjska inwazja na Polskę 17.09.1939, ukoronowana 11 dni później czwartym rozbiorem Polski, "zalegalizowanym" wspólną deklaracją radziecko-niemiecką stwierdzającą, że państwo polskie już nie istnieje. W obu przypadkach ( Polski i Jugosławii ) rząd ZSRR ściśle współpracował z nazistami w rozbiorze Europy."

Już wtedy wzywał Rosję Radziecką do wzięcia odpowiedzialności zarówno za wymordowanie polskich oficerów w Katyniu, jak i za masowe  deportacje setek tysięcy Polaków na Syberię i Wschód. Pisał :

"Rosjanie i hitlerowcy nie tylko doszli do porozumienia w przygotowaniu zagłady państwa polskiego, ale stosowali także podobne metody dla zdławienia ducha niepodległości".

Równie jasno i stanowczo formułował amerykański ambasador swoją opinię o upadku powstania warszawskiego:

"Radzieckie przyzwolenie na stłumienie powstania warszawskiego, na skutek którego życie straciło 250 tysięcy Polaków, było najbardziej decydującym i najbezwzględniejszym ciosem zadanym narodowi polskiemu. Jak to wyjaśnił wybitnemu Amerykaninowi odwiedzającemu Warszawę w 1946 r komunistyczny członek obecnego rządu polskiego:

"Gdyby gen. Borowi-Komorowskiemu i jego podziemnej armii udało się wyzwolić Warszawę, to staliby się oni bohaterami Polski i stworzyli rdzeń rządu polskiego.

W takich okolicznościach utrzymanie przy władzy lubelskiego Komitetu wyzwolenia Narodowego byłoby dla ZSRR niesłychanie trudne."

"Wprawdzie odpowiedzialnością za los Polski należy obciążyć przede wszystkim rząd hitlerowski i radziecki, to jednak USA i Wlk. Brytania nie mogą się wyprzeć  udziału w tej tragedii zdrady. Zarówno Churchilii, jak i prezydent Roosevelt zgodzili się w Teheranie w 1943 niewątpliwie dla utrzymania bliskich stosunków ze Stalinem, na zabór wschodniej Polski.(...) Kości zostały rzucone. A Jałta ostatecznie pogrzebała nadzieje Polaków na niezawisłość i demokratyczną formę rządów."

Po zestawieniu tych faktów, konkluzja autora jest jedna:

 "To właśnie w imię utrzymania na naszym globie pokoju polityka Stanów Zjednoczonych powinna być stanowcza, a stać za nią musi potęga militarna. Historia już udowodniła, że taka właśnie polityka znacznie skuteczniej zapobiega międzynarodowej agresji niż bezczynność, niezdecydowanie czy ustępstwa."

 

Zachęcam do tej bardzo ciekawej lektury. Bliss Lane jawi się nam nie tylko jako wielki przyjaciel Polski, ale przede wszystkim bardzo przenikliwy dyplomata, który świetnie rozumiał metody działania komunistów.

Nic dziwnego, że książka amerykańskiego ambasadora pierwszy raz została wydana dopiero w wydawnictwie podziemnym w 1984, a jej oficjalny druk w niepodległej Polsce, miał miejsce dopiero w 2008 roku w wydawnictwie Frondy.

Jako ciekawostkę dodam, że egzemplarz wydania z 1948 roku posłużył komunistom jako jeden z dowodów rzeczowych w procesie przeciwko biskupowi Kaczmarkowi oskarżonemu o szpiegostwo na rzecz USA.

Bliss Lane odwiedził biskupa Kaczmarka w Kielcach w grudniu 1945 w czasie swojej podróży do Krakowa ( ambasador zajmował się darami dla Polski z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i UNRRA przekazywanymi dla Polaków między innymi przez Caritas ) . Tak skomentowała to ówczesna kronika filmowa relacjonując proces biskupa:

"Tak oto entuzjasta gestapowskiego ładu i praworządności ( biskup Kaczmarek ) stał się po wyzwoleniu jednym z agentów amerykańskiego oberszpiega ( chodzi oczywiście o ambasadora A. Bliss Lane ).

Na taki przydomek Bliss Lane zasłużył sobie nie tylko napisaniem swojej książki ( która w USA była bardzo trudna do dostania, jej nakład masowo był wykupowany ), ale chyba przede wszystkim  swą późniejszą działalnością w sprawie wyjaśnienia zbrodni w Katyniu i wskazania prawdziwych jej sprawców.

Ale to już materiał na inną opowieść...

 


17:56, oldbook
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2017

Styczeń. Kolejna rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu w Oświęcimiu. Coraz mniej tych którzy przeżyli to piekło na ziemi 

Zwiedziłam go 2 lata temu. Robi wstrząsające wrażenie. Nadal są te słynne gabloty pełne okularów, protez i... butów. Jakby wyszli ze swoich domów tylko na chwilę.

Buty dziecięce, zgrabne letnie sandały i zwykłe czarne pantofle. Bogatych i biednych właścicieli. Starców i dzieci. Wszystkich ich połączył ten sam koszmar - niemieckiej zagłady zaplanowanej w zaciszu nazistowskich gabinetów i wykonanych przez oprawców niemieckich bez słowa sprzeciwu.

Dlatego trochę mnie zastanawiało, dlaczego nie było żadnej informacji o misji rotmistrza Pileckiego, który z rozkazu Państwa Podziemnego "przedostał się" do obozu, aby sporządzić raport o jego funkcjonowaniu i poprzez działalność konspiracyjną wspierać w różny sposób więźniów.

Nie ma tam też wspomnień dotyczących Jana Karskiego, który ze swoim raportem o o zagładzie Żydów i niemieckich obozach śmierci dotarł do USA do prezydenta Roosevelta, który kompletnie zignorował jego wstrząsające relacje.

Dlatego ilekroć słyszę znów o rzekomych polskich obozach koncentracyjnych wszystko się we mnie burzy.

Stąd ten tytuł. Aby nikt nie zapomniał kto był sprawcą i kto tę gehennę wymyślił i metodycznie przeprowadził.

 


Hitler im Hamburg

 

 

Dla przypomnienia kilka starych niemieckich plakatów. 

21:12, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2017

 

 

 

Trzej Króle jechali

Jezuska szukali.

Zobaczyli zamek

w bramę zastukali:

 

-Otwieraj się zamku'

wspaniały, królewski!'

Pewnie gości w tobie

Jezusek Niebieski -

 

Wyszedł sam marszałek

przed bramę zamkową,

spojrzał na Trzech Króli

i pokiwał głową:

 

- Zamorscy królowie,

jedźcie szukać dalej,

nie ma tu Jezuska

wśród zamkowych sali.

 

Trzej Króle westchnęli.

Napotkali pałac

i znów przystanęli:

- Pałacowy sługo

otwieraj nam wrota,

prowadź, kędy Dziecię

w kolebce ze złota. (...)

 

Nie było w pałacu.

Nie było we dworze,

- może Go znajdziemy

u chłopa w komorze?

(...)

Zmartwili się Króle,

bo już i noc bliska.

Patrzą, a tu gwiazda

nad stajenką błyska.

 

Widzą Trzej Królowie

wyraźny znak Boży

Więc Melchior najstarszy 

drzwi stajni otworzył.

 

Ledwie je otworzył,

upadł na kolana,

bo ujrzał Dzieciątko

na wiązeczce siana.

 

Nie miał ci Syn Boży

szat z pereł i złota.

Leżał nagusieńki

jak ludzka sierota.

 

Pojęli cud świata

zamorscy mocarze

i padli przed żłóbkiem

na królewskie twarze.

 

Z darami świętymi

złożyli Mu skrzynie

uwielbili Boga 

w maluśkiej Dziecinie.

 

Wiersz pochodzi ze zbioru pt. "Niedziela", wcześniej już przeze mnie opisywanej Ewy Szelburg Zarembiny.

 

 

19:07, oldbook
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Spis moli