RSS
piątek, 16 czerwca 2017

Kolejny raz próbuję wpisać i edytować tekst o Stefanie Norblinie - mało znanym w Polsce.

Niestety teksty wpisywane nie zapisują się.

Krótko - fascynujące i niestety tragiczne życie i piękne prace znane tylko nielicznym. Szczególnie te zrealizowane na zlecenie Maharadży w Indiach.

Norblin zaprojektował dla jednej z największy i najpiękniejszych rezydencji na świecie - meble, monumentalne malowidła ścienne, które do dziś robią wrażenie swą nowoczesnością ( np. aranżacja podziemnego basenu).

Pałac Umald Bhavan znów przeżywa swój okres świetności. Tu spędzają urlop największe gwiazdy - Madonna, Sting, Mick Jagger czy Brad Pitt.

Większości z nas muszą pozostać zdjęcia prac - naszego jednego, z wybitniejszych przedstawicieli art-deco, w PRL- określanego z nonszalancją jako przedwojennego "portrecisty bogatego mieszczaństwa i elity rządzącej".

 

 

 

 

 

12:24, oldbook
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 kwietnia 2017

Wielkanoc za nami. Dla jednych najważniejsze święta, dla innych to te mniej ważne. Ot taki przedłużony weekend. Baranka zastępuje wszechobecny zając. Taki znak czasu. Ale czytam wiersze dla dzieci Konopnickiej i ze zdumieniem widzę, jak mało w tradycyjnym świętowaniu jednak się zmieniło. Może tylko Śmigus Dyngus nie jest już taki huczny i barwny jak z ilustracji np. Stryjeńskiej.

Jutro będzie Wielkanoc,

Babki w piec już wsadzone,

Gotują się kiełbasy,

I mieć będziemy święcone.

 

Najpierw obrus bielutki

Mama na stół położy,

Na nim stanie pośrodku

Ten Baranek, Ten Boży.

 

Chorągiewka czerwona

A zaś kijek złocony,

Babka jedna i druga

Z każdej będzie stać strony

 

Potem szynka ogromna

W niej borówka zatknięta,

Na znak, że to radosne

I wiosenne są święta.

 

Jajkiem będziemy się dzielić

Wszyscy w domu z kolei

Życzyć sobie pociechy

Życzyć sobie nadziei.

 

 

 

 

 

10:58, oldbook
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lutego 2017

O tej książce dowiedziałam się przypadkiem, a powinna być lekturą obowiązkową!

Dla kogo obowiązkową? Przede wszystkim dla polityków zajmujących się sprawami międzynarodowymi i stosunkami z Rosją.

Może gdyby prezydent Obama znał ją, nie doszło by do słynnego resetu i późniejszych tragicznych wydarzeń na Ukrainie?

Skąd taki polityczny wątek na blogu? 

To refleksje po lekturze książki wydanej w 1948 roku w USA przez Arthura Bliss Lane - ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce w latach 1945-1947 pod tytułem - "Widziałem Polskę zdradzoną" ( I saw Poland betrayed ).

 

A. Bliss Lane jako naoczny świadek przedstawia obraz powojennej Polski z perspektywy rzadko u  nas dostępnej - dyplomaty, który obserwuje stopniowe mechanizmy działania Rosji Radzieckiej, która nie zważając na umowy międzynarodowe, obowiązujące prawo i postanowienia kolejnych konferencji światowych przywódców krok po kroku, konsekwentnie przejmuje władzę w naszym kraju. ( Mechanizm ten zresztą powtarza w innych krajach - Jugosławii, Albanii, Czechosłowacji - na co też zwraca uwagę autor, który zna doskonale specyfikę spraw tego rejonu Europy, bo wcześniej był wysłannikiem USA w między innymi w krajach bałtyckich a później w Jugosławii.

 Jego misją jest doprowadzenie do jak najszybszych wolnych i uczciwych wyborów w Polsce - ponosi w tym względzie porażkę, za którą zresztą obwinia nie tylko ZSRR i nasz marionetkowy rząd z całym stworzonym aparatem terroru w postaci UB, KBW i ORMO, ale również rząd USA, za zbyt ugodową i naiwną politykę wobec komunistów.

" Jesteśmy świadkami, jak nieszczęsna polityka ustępstw wobec ZSRR poniosła i ponosi fiasko, tak jak wobec Hitlera w Monachium.

Jedyną alternatywą jest polityka stanowczości. Musi być ona poparta potęgą militarną - jedynym argumentem przemawiającym do dyktatorów w rodzaju Hitlera czy Stalina. Nie chodzi o wywołanie wojny, chodzi o zachowanie pokoju. Jeśli nie okażemy jasno i zdecydowanie że jesteśmy gotowi bronić naszego kraju i innych narodów, które pragną zachować demokrację, Rosja wkroczy i do Zachodniej Europy i na Bliski Wschód. Potem przyjdzie kolej na kontynent amerykański."

" Pod jednym względem pokonanie Stalina będzie zadaniem znacznie trudniejszym niż walka z Hitlerem.

Stalin dysponuje w wielu krajach znacznie potężniejszą "piątą kolumną" niż Hitler, który miał znikome ilości agentów wśród ludności miejscowej.

Teraz, w wypadku wielu narodów, objawia się grupa obywateli manifestujących wiarę w komunizm wymagający posłuszeństwa przekraczającego granice lojalności wobec własnej ojczyzny.

Z wydarzeń w Polsce i innych krajach Europy Wschodniej wynika jasno, że nic nie zdziałaliśmy naszymi oficjalnymi notami protestacyjnymi.

Stosunek rządu radzieckiego do naszych protestów zilustrować może uwaga, jaka wygłosił Stalin na spotkaniu z grupą polskich komunistów i socjalistów w sierpniu 1946. Radził on Polakom, aby nie przejmowali się naszymi protestami: "Stany Zjednoczone często reagowały na jakieś wydarzenie międzynarodowe z wielkim niepokojem, ale stopniowo zainteresowanie opinii publicznej wygasało i przesłaniało je coś innego. Polakom potrzeba tylko cierpliwości, w swoim czasie rząd amerykański o wszystkim zapomni." 

Bliss Lane ostro wyrażał się o współuczestniczeniu Stalina  w tzw. czwartym rozbiorze Polski i jego początkowej współpracy z Hitlerem.

"Czyż pakt o nieagresji z 23.08.1939 nie umożliwił Hitlerowi rozpoczęcia wojny światowej bez ryzyka, że Niemcy zostaną okrążone?

Gdyby istniały jakiekolwiek wątpliwości co do polityki Stalina wobec Polski, to rozwiała je rosyjska inwazja na Polskę 17.09.1939, ukoronowana 11 dni później czwartym rozbiorem Polski, "zalegalizowanym" wspólną deklaracją radziecko-niemiecką stwierdzającą, że państwo polskie już nie istnieje. W obu przypadkach ( Polski i Jugosławii ) rząd ZSRR ściśle współpracował z nazistami w rozbiorze Europy."

Już wtedy wzywał Rosję Radziecką do wzięcia odpowiedzialności zarówno za wymordowanie polskich oficerów w Katyniu, jak i za masowe  deportacje setek tysięcy Polaków na Syberię i Wschód. Pisał :

"Rosjanie i hitlerowcy nie tylko doszli do porozumienia w przygotowaniu zagłady państwa polskiego, ale stosowali także podobne metody dla zdławienia ducha niepodległości".

Równie jasno i stanowczo formułował amerykański ambasador swoją opinię o upadku powstania warszawskiego:

"Radzieckie przyzwolenie na stłumienie powstania warszawskiego, na skutek którego życie straciło 250 tysięcy Polaków, było najbardziej decydującym i najbezwzględniejszym ciosem zadanym narodowi polskiemu. Jak to wyjaśnił wybitnemu Amerykaninowi odwiedzającemu Warszawę w 1946 r komunistyczny członek obecnego rządu polskiego:

"Gdyby gen. Borowi-Komorowskiemu i jego podziemnej armii udało się wyzwolić Warszawę, to staliby się oni bohaterami Polski i stworzyli rdzeń rządu polskiego.

W takich okolicznościach utrzymanie przy władzy lubelskiego Komitetu wyzwolenia Narodowego byłoby dla ZSRR niesłychanie trudne."

"Wprawdzie odpowiedzialnością za los Polski należy obciążyć przede wszystkim rząd hitlerowski i radziecki, to jednak USA i Wlk. Brytania nie mogą się wyprzeć  udziału w tej tragedii zdrady. Zarówno Churchilii, jak i prezydent Roosevelt zgodzili się w Teheranie w 1943 niewątpliwie dla utrzymania bliskich stosunków ze Stalinem, na zabór wschodniej Polski.(...) Kości zostały rzucone. A Jałta ostatecznie pogrzebała nadzieje Polaków na niezawisłość i demokratyczną formę rządów."

Po zestawieniu tych faktów, konkluzja autora jest jedna:

 "To właśnie w imię utrzymania na naszym globie pokoju polityka Stanów Zjednoczonych powinna być stanowcza, a stać za nią musi potęga militarna. Historia już udowodniła, że taka właśnie polityka znacznie skuteczniej zapobiega międzynarodowej agresji niż bezczynność, niezdecydowanie czy ustępstwa."

 

Zachęcam do tej bardzo ciekawej lektury. Bliss Lane jawi się nam nie tylko jako wielki przyjaciel Polski, ale przede wszystkim bardzo przenikliwy dyplomata, który świetnie rozumiał metody działania komunistów.

Nic dziwnego, że książka amerykańskiego ambasadora pierwszy raz została wydana dopiero w wydawnictwie podziemnym w 1984, a jej oficjalny druk w niepodległej Polsce, miał miejsce dopiero w 2008 roku w wydawnictwie Frondy.

Jako ciekawostkę dodam, że egzemplarz wydania z 1948 roku posłużył komunistom jako jeden z dowodów rzeczowych w procesie przeciwko biskupowi Kaczmarkowi oskarżonemu o szpiegostwo na rzecz USA.

Bliss Lane odwiedził biskupa Kaczmarka w Kielcach w grudniu 1945 w czasie swojej podróży do Krakowa ( ambasador zajmował się darami dla Polski z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i UNRRA przekazywanymi dla Polaków między innymi przez Caritas ) . Tak skomentowała to ówczesna kronika filmowa relacjonując proces biskupa:

"Tak oto entuzjasta gestapowskiego ładu i praworządności ( biskup Kaczmarek ) stał się po wyzwoleniu jednym z agentów amerykańskiego oberszpiega ( chodzi oczywiście o ambasadora A. Bliss Lane ).

Na taki przydomek Bliss Lane zasłużył sobie nie tylko napisaniem swojej książki ( która w USA była bardzo trudna do dostania, jej nakład masowo był wykupowany ), ale chyba przede wszystkim  swą późniejszą działalnością w sprawie wyjaśnienia zbrodni w Katyniu i wskazania prawdziwych jej sprawców.

Ale to już materiał na inną opowieść...

 


17:56, oldbook
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2017

Styczeń. Kolejna rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu w Oświęcimiu. Coraz mniej tych którzy przeżyli to piekło na ziemi 

Zwiedziłam go 2 lata temu. Robi wstrząsające wrażenie. Nadal są te słynne gabloty pełne okularów, protez i... butów. Jakby wyszli ze swoich domów tylko na chwilę.

Buty dziecięce, zgrabne letnie sandały i zwykłe czarne pantofle. Bogatych i biednych właścicieli. Starców i dzieci. Wszystkich ich połączył ten sam koszmar - niemieckiej zagłady zaplanowanej w zaciszu nazistowskich gabinetów i wykonanych przez oprawców niemieckich bez słowa sprzeciwu.

Dlatego trochę mnie zastanawiało, dlaczego nie było żadnej informacji o misji rotmistrza Pileckiego, który z rozkazu Państwa Podziemnego "przedostał się" do obozu, aby sporządzić raport o jego funkcjonowaniu i poprzez działalność konspiracyjną wspierać w różny sposób więźniów.

Nie ma tam też wspomnień dotyczących Jana Karskiego, który ze swoim raportem o o zagładzie Żydów i niemieckich obozach śmierci dotarł do USA do prezydenta Roosevelta, który kompletnie zignorował jego wstrząsające relacje.

Dlatego ilekroć słyszę znów o rzekomych polskich obozach koncentracyjnych wszystko się we mnie burzy.

Stąd ten tytuł. Aby nikt nie zapomniał kto był sprawcą i kto tę gehennę wymyślił i metodycznie przeprowadził.

 


Hitler im Hamburg

 

 

Dla przypomnienia kilka starych niemieckich plakatów. 

21:12, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2017

 

 

 

Trzej Króle jechali

Jezuska szukali.

Zobaczyli zamek

w bramę zastukali:

 

-Otwieraj się zamku'

wspaniały, królewski!'

Pewnie gości w tobie

Jezusek Niebieski -

 

Wyszedł sam marszałek

przed bramę zamkową,

spojrzał na Trzech Króli

i pokiwał głową:

 

- Zamorscy królowie,

jedźcie szukać dalej,

nie ma tu Jezuska

wśród zamkowych sali.

 

Trzej Króle westchnęli.

Napotkali pałac

i znów przystanęli:

- Pałacowy sługo

otwieraj nam wrota,

prowadź, kędy Dziecię

w kolebce ze złota. (...)

 

Nie było w pałacu.

Nie było we dworze,

- może Go znajdziemy

u chłopa w komorze?

(...)

Zmartwili się Króle,

bo już i noc bliska.

Patrzą, a tu gwiazda

nad stajenką błyska.

 

Widzą Trzej Królowie

wyraźny znak Boży

Więc Melchior najstarszy 

drzwi stajni otworzył.

 

Ledwie je otworzył,

upadł na kolana,

bo ujrzał Dzieciątko

na wiązeczce siana.

 

Nie miał ci Syn Boży

szat z pereł i złota.

Leżał nagusieńki

jak ludzka sierota.

 

Pojęli cud świata

zamorscy mocarze

i padli przed żłóbkiem

na królewskie twarze.

 

Z darami świętymi

złożyli Mu skrzynie

uwielbili Boga 

w maluśkiej Dziecinie.

 

Wiersz pochodzi ze zbioru pt. "Niedziela", wcześniej już przeze mnie opisywanej Ewy Szelburg Zarembiny.

 

 

19:07, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 grudnia 2016

W. Bełza:

"Bóg się rodzi!" brzmi dokoła,

Pieśń radosna, pieśń wesoła!

I na twarzy wszystkich ludzi,

Jakiś dziwny blask się budzi,

Jakaś ufność w serca wchodzi:

"Bóg się rodzi! Bóg się rodzi!"

 

 

 

 


 Ilustracje Anna Gramatyka-Ostrowska

Ewa Szelburg-Ostrowska "Lulajże Jezuniu"

11:32, oldbook
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2016

Stan wojenny w książkach dla dzieci praktycznie nie istnieje. Temat trudny, czasy nie sprzyjały takiej twórczości ani w trakcie jego trwania, ani później. 

Jest jednak "Mikołajek w szkole PRL-u". Wprawdzie akcja toczy się trochę później, ale odniesień do stanu wojennego znajdziemy tu mnóstwo. I to stanu wojennego widzianego oczami dziecka, ucznia początkowych klas podstawówki.

Książka podobnie jak francuski pierwowzór opowiada krótkie historie małego Mikołaja i jego kolegów, głównie ze szkoły. Ale z racji tego, że mamy pierwszą połowę lat 80-tych w Polsce, w życie dzieciaków wkracza też czasami polityka z całym jej ówczesnym absurdem.

I właśnie pokazanie absurdu i groteski tamtych czasów sprawia, że nadal się historię polskiego Mikołajka świetnie czyta.

Opowieść Mikołajek zaczyna od wizyty milicjanta w szkole i akcji szorowania ławek z nieprawomyślnych napisów. A co wtedy miały dzieciaki wypisane?

"Na moim mieniu społecznym, było napisane: WRON WON!

- A co jest na twoim? - spytałem Kacpra.

- Na moim kilka: PZPR ze swastyką, Solidarność zwycięży.

- Mój napis nie da się zetrzeć gumką, jest zrobiony długopisem i ktoś mocno przyciskał! Tu jest napisane: "Wrona orła nie pokona"...

- E, to stare! - wrzasnął Mściwój- Ja mam narysowany taki łeb z uszami...

- Proszę o spokój- krzyknęła Pani i spojrzała w stronę drzwi.

Najfajniejsze rzeczy były na ławce Masława. Był tam portret tego faceta w czarnych okularach (...) i wielka wrona ze szponami, też w czarnych okularach, siedząca na czerwonej gwieździe." I jeszcze "Wszystkie wrony na Plac Czerwony", PZPR i ZOMO ze swastykami i wierszyk : "Gdyby Urban nosił turban..."

W klasie Mikołajek ma oczywiście różnych kolegów - Bożydarka klasowego kujon, Krzesimira - syna milicjanta, ale nawet fajnego " bo daje nam łuski od nabojów z gazami łzawiącymi", Ziemomysła, który wg. Pani "jest ekstremistą, bo jego tata był internowany i aresztowany - między tym jest jakaś różnica, chociaż ja nie mam pojęcia jaka."

Bardzo zabawny jest opis wizyty w mieszkaniu Ziemomysła, którego rodzice są podsłuchiwani przez SB.

"Aparaty podsłuchowe, wszędzie są gdzieś ukryte i wszystko, co się u nas mówi, oni tam słyszą i nagrywają.

- Jacy oni?

- No ubecja, przecież nie Duch Święty" - krzyknął ze zniecierpliwieniem Ziemomysł.

- To nas teraz też słyszą?

- No jasne! Nawet jak robisz siusiu, bo w wucecie też może być założony podsłuch. I w telefonie, i pod zlewozmywakiem w kuchni też kiedyś znaleźliśmy - rozpędził się Ziemomysł. On zawsze strasznie się przechwala!"

W trakcie zabawy okazuje się, że faktycznie Bożydarek przypadkowo odnajduje taki maleńki aparacik zainstalowany pod biurkiem, czym zasłużył sobie na zazdrość i podziw pozostałych kolegów.

Ale i rodzice Mikołajka działają w konspiracji, co też czasami niesie ze sobą dziwne sytuacje, jak te z ukrywaniem ulotek i wydawnictw drugiego obiegu, przy każdym dzwonku do drzwi, czy dziwne rozmowy telefoniczne, które mogą nam się skojarzyć z filmami Barei.

" Mama ( w rozmowach telefonicznych ) zawsze umawia się na jakieś hasło. Kiedy słyszę, że mówi coś o rajstopach albo o pączkach, to wiem już o co chodzi. Tylko, że czasami coś nie pasuje. Kiedyś zamówiła u kogoś 20 kg jabłek, a potem dodała: "Tylko wolałabym te kwadratowe". Ja i tatuś pękamy wtedy  ze śmiechu. Kiedyś mama rozmawiała z kimś na temat mięsa bez żył i wtedy tata wyrwał jej słuchawkę i powiedział: "Tylko nie takim drobnym drukiem jak poprzednio, bo oczy mi już wysiadły."

Najlepszy jednak jest chyba rozdział pt. "Lekcja historii", na którą dzieci mają przygotować wspomnienia swoich dziadków z drugiej wojny światowej. A te dzieci pamiętają inną wojnę.

" Ja sam też pamiętam wojnę, tę, którą tata nazywa wojną polsko-jaruzelską, chociaż chodziłem jeszcze do przedszkola (...) Byłem wtedy strasznie głupi, bo kiedy zapytałem tatusia, co to za czołgi jadą po ulicach, a tatuś mi powiedział, że polskie, to krzyknąłem "Hurra!" Ale skąd miałem wiedzieć? Ogladałem w telewizji "Czterech pancernych i psa" i tam był czołg Rudy i Janek, i Szarik - więc chyba mogło mi się to wszystko pokiełbasić, no nie?"

Jest jeszcze świetna opowieść Bożydarka o dziadku, który ku rozpaczy Pani nie służył w Wojsku Ludowym, ale w "jakiejś Amii Andersa", a jego przygody były bardziej ciekawe niż kapitana Klosa, bo "dziadek mieszkał w Wilnie, a tam wcale nie wkroczyli Niemcy, tylko Rosjanie. I wywieli dziadziusia na jakąś Kołymę. (...) W Anglii szkolił się na skoczka (...) i władze Polski Podziemnej znów go tam skierowały (...) a po wyparciu Niemców Rosjanie sami znów "nawiązali z nim kontakt" i znów aresztowali dziadziusia i wywieźli na Syberię, skąd wrócił dopiero po 12 latach."

I wszystkie te historie, mimo że dotyczą tak trudnych spraw, napisane są lekko i dowcipnie. Czyta się błyskawicznie, a dla pokolenia, którego dzieciństwo przypadło właśnie na mroczne czasy ( i nie zawsze tak wesołe jak w tej książeczce) PRL-u to swoista podróż w czasie. Do czasów MO i ZOMO na ulicach, do kilometrowych kolejek do sklepów, do kartek żywnościowych i absurdu tamtej strasznej jednak rzeczywistości.

Książka Maryny Miklaszewskiej swój debiut miała w 1986 roku w podziemnym wydawnictwie Rytm. Ukazała się podpisana pseudonimem Miłosz Kowalski.

Rysunki wykonał 10-letni syn autorki Mikołaj Chylak.

Cytaty pochodzą z wydania z lat 90-tych z wydawnictwa Tenten. 

Szkoda, że przygody polskiego Mikołajka nie doczekały się kontynuacji, jak zapowiadała wstępnie autorka.


19:46, oldbook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2016

O Marii Konopnickiej było w ostatnim czasie głośno ze względu na doszukiwanie się w jej życiorysie wątku lesbijskiego. Świetny pomysł na promocję książki - choć faktów w niej mało, raczej same domysły. Dla jednych będzie kryształową postacią - autorką Roty, dla innych jedną z pierwszych wyzwolonych kobiet, która bezkompromisowo poszukiwała własnego szczęścia i spełnienia.

Dla mnie pozostanie autorką pierwszych bajek i wierszyków znanych z dzieciństwa. To ona w literaturze polskiej rozpoczęła "stulecie dziecka" i zrobiła to przed 1900 rokiem.

Pierwsze jej utwory dla dzieci powstały na prośbę wydawcy Arcta, który zauważył, że książeczki dla dzieci zaczynają świetnie się sprzedawać w Anglii, Niemczech i Francji. Aby biznes był opłacalny pod koniec XIX wieku stosowano metodę "pisania pod ilustracje":

"Gdy idzie o książeczkę ozdobniejszą, droższą, nasz księgarz kupuje klisze zagraniczne, powołuje do napisania tekstu literata... i tak powstają prawie wszystkie nasze wydawnictwa obrazkowe, zawsze niestety pozbawione swojskości"

Wg. badacza J. Cieślikowskiego Arct długo namawiał Konopnicką do tej pracy, przekonały ją ostatecznie angielskie wydawnictwa z ilustracjami Kate Greennway czy Waltera Crane. Ilustracje dostarczył i powstały w 1889 roku "Wesołe chwile".

Konopnickiej udało się wyjść poza schemat ilustracji opierając się na polskim folklorze, żywym rytmicznym języku, skupiając się nad elementami polskiego krajobrazu a przy tym wszystkim zachowując niezwykły zmysł obserwacji dzieci i zrozumienia ich bogatego wewnętrznego świata.

Inspiracje ( oprócz ilustracji oczywiście ) czerpie z codziennego życia - stąd wyraźne grupy tematyczne wierszyków: zabawy dziecięce, ich relacje ze zwierzętami, dzieci na wsi, przy pracy, pory roku, wiara i święta.

Talent pisarki sprawił, że  otrzymaliśmy kanon, który zostaje z nami przez następne pokolenia. Niestety trochę inaczej wygląda to w jej słynnej baśni "O krasnoludkach i sierotce Marysi". Ta piękna baśń, odchodzi w zapomnienie. Przyczyną jest nie jej zdezaktualizowana treść, lecz zbyt trudny, wręcz archaiczny język. To moim zdaniem, wina zbytniego puryzmu. Wydawcy nie chcieli uwspółcześniać języka pisarki, narażając się na zarzuty deformowania dzieła. Efekt, umiera samo popadając w czytelniczą niepamięć.

Ale krótkie wierszyki znają nadal i babcie i wnuki. 

A jaki jest Wasz ulubiony utwór Konopnickiej:

"Na jagody", "O Janku Wędrowniczku", "Stefek Burczymucha", "Zła zima", "Patataj", "Przygoda z lalką", " Na zasadzce", "Prośba Filusia", Pranie"?

 

"Na zasadzce"

Chłopcom zawsze bójka w głowie.

Zeszli się raz gdzieś w parowie:

Janek z trąbką i z szabelką,

Mały Kazik z pałką wielką,

I Zygmuntek wystrojony

W piękny hełm z lejka zrobiony".

Wnet zaczęła się narada:

- Jak bić wroga? Jak mu szkodzić? (...)

Lecz w tym była trudność cała,

Której przyczyn nie dochodzę,

Że tak, jak ich trójka stała,

Wszyscy byli sami - wodze."

A żołnierze? Co żołnierze!

Niech żołnierzy licho bierze! (...)

 

 

A to już przykład okładki po 1918 roku z ilustracjami Antoniego Gawińskiego

 

A to okładka Molly Bukowskiej 

 

 


 

12:09, oldbook
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 października 2016

O Marianie Walentynowiczu już pisałam, przy okazji okazji słynnego "Koziołka Matołka" .

Dziś chciałabym pokazać kilka mniej znanych prac tego ilustratora. Zaskoczyło mnie jak tak naprawdę mało wiemy o autorze pierwszych komiksów w Polsce. Ale czytając jego życiorys, łatwo zrozumieć, skąd ta luka w naszej wiedzy powstała. Z przemilczenia jego niewygodnego życiorysu.

Urodził się pod koniec XIX wieku w Petersburgu, skąd razem z rodziną uciekł po wybuchu rewolucji do Warszawy. Tu zaczął studia na wydziale architektury, jednocześnie podejmując liczne zlecenia, między innymi na ilustracje książkowe.Popularność i sukces przyniósł mu właśnie "Koziołek Matołek". Ale przed wojną był znany też jako podróżnik. Odbył wiele wypraw do Azji, Chin, na Bliski Wschód, Afryki i Kanady. Swoje relacje wraz ze zdjęciami publikował w "Naokoło świata". Fascynację innymi kulturami widać wyraźnie w jego obrazach o tematyce orientalnej i np. w ilustracjach do "Bajek ze  1001 nocy".

Po wybuchu wojny trafił przez Francję do Szkocji, gdzie był korespondentem Dywizji Pancernej generała Maczka. To on zaprojektował słynną odznakę Cichociemnych.

Wtedy też wydał inny swój komiks, praktycznie zupełnie nieznany w Polsce - "Przygody Walentego Pompki". Ukazywał się od 1941 do końca wojny. Przedstawiał przygody typowego warszawskiego cwaniaka, który trafia do armii generała Andersa i przechodzi z nią cały szlak bojowy, aby ostatecznie dotrzeć do Szkocji.

Po zakończeniu wojny Walentynowicz powrócił do kraju, a w 1957 w ramach odwilży w czasopiśmie dla młodzieży "Przygoda" zaczęto przedrukowywać przygody Walentego Pompki. Jednak po roku pismo zamknięto, a komiks jako gatunek na długie lata popadł w niełaskę komunistów.

13:02, oldbook
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2016

Sierpień to miesiąc szczególny dla Polaków - Porozumienia Sierpniowe, wybuch Powstania Warszawskiego a wcześniej "cud nad Wisłą", czyli słynna Bitwa Warszawska i oczywiście w 1914 roku 6 sierpnia wymarsz z krakowskich Oleandrów Legionów Piłsudskiego.

O polskich ułanach i legionistach w PRL-u - mówiono wyłącznie negatywnie, pomijając ich zasługi i poświęcenie. O tym, że wielu znanych osobistości służyło w legionach nie wspominano. 

Znani pisarze, którzy zaciągnęli się do Legionów to W. Broniewski, A. Strug, W. Orkan, J. Kaden-Bandrowski czy W. Sieroszewski.

Imponująco przedstawiali się ochotnicy rekrutujący się z wydziałów malarstwa, rzeźby ( co szczególnie dziś trudno nam sobie wyobrazić, gdy każdy artysta niejako programowo dystansuje się od wojska i wojskowości głosząc postawy pacyfizmu ). Do najsłynniejszych legionistów-artystów należeli:

Wojciech Kossak, Leon Wyczółkowski, Leopold Gottlieb, Julian Fałat oraz znani później głównie jako generałowie Wieniawa Długoszowski i marszałek Rydz-Śmigły.

W Legionach stworzono też pierwszy oddział kobiecy był to Żeński Oddział Wywiadowczy. Należała do niego między innymi Zofia Trzcińska-Kamińska późniejsza rzeźbiarka, która posługiwała się tam męskimi dokumentami oraz późniejsza pisarka Zofia Zawiszanka.

Dziś kilka ilustracji namalowanych przez legionistę - Wojciecha Kossaka i umieszczonych w książeczce dla dzieci Artura Oppmana "Kochaj żołnierza".

 

 

 

 

 


 


15:29, oldbook
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
Spis moli