Blog > Komentarze do wpisu

Wrona orła nie pokona...

Stan wojenny w książkach dla dzieci praktycznie nie istnieje. Temat trudny, czasy nie sprzyjały takiej twórczości ani w trakcie jego trwania, ani później. 

Jest jednak "Mikołajek w szkole PRL-u". Wprawdzie akcja toczy się trochę później, ale odniesień do stanu wojennego znajdziemy tu mnóstwo. I to stanu wojennego widzianego oczami dziecka, ucznia początkowych klas podstawówki.

Książka podobnie jak francuski pierwowzór opowiada krótkie historie małego Mikołaja i jego kolegów, głównie ze szkoły. Ale z racji tego, że mamy pierwszą połowę lat 80-tych w Polsce, w życie dzieciaków wkracza też czasami polityka z całym jej ówczesnym absurdem.

I właśnie pokazanie absurdu i groteski tamtych czasów sprawia, że nadal się historię polskiego Mikołajka świetnie czyta.

Opowieść Mikołajek zaczyna od wizyty milicjanta w szkole i akcji szorowania ławek z nieprawomyślnych napisów. A co wtedy miały dzieciaki wypisane?

"Na moim mieniu społecznym, było napisane: WRON WON!

- A co jest na twoim? - spytałem Kacpra.

- Na moim kilka: PZPR ze swastyką, Solidarność zwycięży.

- Mój napis nie da się zetrzeć gumką, jest zrobiony długopisem i ktoś mocno przyciskał! Tu jest napisane: "Wrona orła nie pokona"...

- E, to stare! - wrzasnął Mściwój- Ja mam narysowany taki łeb z uszami...

- Proszę o spokój- krzyknęła Pani i spojrzała w stronę drzwi.

Najfajniejsze rzeczy były na ławce Masława. Był tam portret tego faceta w czarnych okularach (...) i wielka wrona ze szponami, też w czarnych okularach, siedząca na czerwonej gwieździe." I jeszcze "Wszystkie wrony na Plac Czerwony", PZPR i ZOMO ze swastykami i wierszyk : "Gdyby Urban nosił turban..."

W klasie Mikołajek ma oczywiście różnych kolegów - Bożydarka klasowego kujon, Krzesimira - syna milicjanta, ale nawet fajnego " bo daje nam łuski od nabojów z gazami łzawiącymi", Ziemomysła, który wg. Pani "jest ekstremistą, bo jego tata był internowany i aresztowany - między tym jest jakaś różnica, chociaż ja nie mam pojęcia jaka."

Bardzo zabawny jest opis wizyty w mieszkaniu Ziemomysła, którego rodzice są podsłuchiwani przez SB.

"Aparaty podsłuchowe, wszędzie są gdzieś ukryte i wszystko, co się u nas mówi, oni tam słyszą i nagrywają.

- Jacy oni?

- No ubecja, przecież nie Duch Święty" - krzyknął ze zniecierpliwieniem Ziemomysł.

- To nas teraz też słyszą?

- No jasne! Nawet jak robisz siusiu, bo w wucecie też może być założony podsłuch. I w telefonie, i pod zlewozmywakiem w kuchni też kiedyś znaleźliśmy - rozpędził się Ziemomysł. On zawsze strasznie się przechwala!"

W trakcie zabawy okazuje się, że faktycznie Bożydarek przypadkowo odnajduje taki maleńki aparacik zainstalowany pod biurkiem, czym zasłużył sobie na zazdrość i podziw pozostałych kolegów.

Ale i rodzice Mikołajka działają w konspiracji, co też czasami niesie ze sobą dziwne sytuacje, jak te z ukrywaniem ulotek i wydawnictw drugiego obiegu, przy każdym dzwonku do drzwi, czy dziwne rozmowy telefoniczne, które mogą nam się skojarzyć z filmami Barei.

" Mama ( w rozmowach telefonicznych ) zawsze umawia się na jakieś hasło. Kiedy słyszę, że mówi coś o rajstopach albo o pączkach, to wiem już o co chodzi. Tylko, że czasami coś nie pasuje. Kiedyś zamówiła u kogoś 20 kg jabłek, a potem dodała: "Tylko wolałabym te kwadratowe". Ja i tatuś pękamy wtedy  ze śmiechu. Kiedyś mama rozmawiała z kimś na temat mięsa bez żył i wtedy tata wyrwał jej słuchawkę i powiedział: "Tylko nie takim drobnym drukiem jak poprzednio, bo oczy mi już wysiadły."

Najlepszy jednak jest chyba rozdział pt. "Lekcja historii", na którą dzieci mają przygotować wspomnienia swoich dziadków z drugiej wojny światowej. A te dzieci pamiętają inną wojnę.

" Ja sam też pamiętam wojnę, tę, którą tata nazywa wojną polsko-jaruzelską, chociaż chodziłem jeszcze do przedszkola (...) Byłem wtedy strasznie głupi, bo kiedy zapytałem tatusia, co to za czołgi jadą po ulicach, a tatuś mi powiedział, że polskie, to krzyknąłem "Hurra!" Ale skąd miałem wiedzieć? Ogladałem w telewizji "Czterech pancernych i psa" i tam był czołg Rudy i Janek, i Szarik - więc chyba mogło mi się to wszystko pokiełbasić, no nie?"

Jest jeszcze świetna opowieść Bożydarka o dziadku, który ku rozpaczy Pani nie służył w Wojsku Ludowym, ale w "jakiejś Amii Andersa", a jego przygody były bardziej ciekawe niż kapitana Klosa, bo "dziadek mieszkał w Wilnie, a tam wcale nie wkroczyli Niemcy, tylko Rosjanie. I wywieli dziadziusia na jakąś Kołymę. (...) W Anglii szkolił się na skoczka (...) i władze Polski Podziemnej znów go tam skierowały (...) a po wyparciu Niemców Rosjanie sami znów "nawiązali z nim kontakt" i znów aresztowali dziadziusia i wywieźli na Syberię, skąd wrócił dopiero po 12 latach."

I wszystkie te historie, mimo że dotyczą tak trudnych spraw, napisane są lekko i dowcipnie. Czyta się błyskawicznie, a dla pokolenia, którego dzieciństwo przypadło właśnie na mroczne czasy ( i nie zawsze tak wesołe jak w tej książeczce) PRL-u to swoista podróż w czasie. Do czasów MO i ZOMO na ulicach, do kilometrowych kolejek do sklepów, do kartek żywnościowych i absurdu tamtej strasznej jednak rzeczywistości.

Książka Maryny Miklaszewskiej swój debiut miała w 1986 roku w podziemnym wydawnictwie Rytm. Ukazała się podpisana pseudonimem Miłosz Kowalski.

Rysunki wykonał 10-letni syn autorki Mikołaj Chylak.

Cytaty pochodzą z wydania z lat 90-tych z wydawnictwa Tenten. 

Szkoda, że przygody polskiego Mikołajka nie doczekały się kontynuacji, jak zapowiadała wstępnie autorka.


niedziela, 11 grudnia 2016, oldbook

Polecane wpisy

  • Lewitt i Him

    Dziś zabawa z cyklu znajdź różnice: Lokomotywa J. Tuwima, czyli klasyka bajek dla dzieci zilustrowana przed wojną przed spółkę grafików z Łodzi Jana Lewit

  • Brad Pitt i Norblin

    Kolejny raz próbuję wpisać i edytować tekst o Stefanie Norblinie - mało znanym w Polsce. Niestety teksty wpisywane nie zapisują się. Krótko - fascynujące i nies

  • Śmigus Dyngus

    Wielkanoc za nami. Dla jednych najważniejsze święta, dla innych to te mniej ważne. Ot taki przedłużony weekend. Baranka zastępuje wszechobecny zając. Taki znak

Spis moli